Ratunek przychodzi z kuchni

zupa

Pierwszy dzień roku to często jednak bolesne przeżycie. I nie mam tu na myśli egzystencjalnego bólu, tylko ten bardziej prozaiczny. Ośrodek sterowania szwankuje, herbata, która wczoraj smakowała zwyczajnie, jest najpyszniejszym napojem na świecie. Tak, tak. Można to przeczekać. Na szczęście w dniu dzisiejszym nie ma pośpiechu. Łagodne dźwięki mogą pomóc, mogą nawet uwolnić „Get free” – cover nagrany przez Mazolewski Quintet

Poza muzyką, dobra i odpowiednia strawa przychodzi na ratunek. A zupa jest tu nieoceniona.

Jeśli zdarzyło się tak, że na jesieni zrobiliście kiszone ogórki, a może także kurki ( i rym częstochowski jest w nowy rok), teraz jest właściwa pora, aby ich użyć! Zwyczajne zjedzenie oczywiście wydaje się być najprostszym rozwiązaniem.

2012-09-22 15.22.41

Ale chwileczkę, poza pójściem na łatwiznę, lepiej wykorzystać to, co się ma i smakowicie przeczekać ten szary dzień, po kolorowym szaleństwie wczoraj. Kilka opcji zaiste prostych i skutecznych. Zależy, co zalega w lodówce.

1. Zupa ze świeżych ogórków: 5 małych ( jeśli duże, szklarniowe, to jeden) świeżych ogórków. Duży wypestkowany, małe nie. Pokrojone w malutką kostkę. Na patelni, na maśle razem z czosnkiem i ostrą papryką lekko uduszony. Uwalnia się piękny zapach. Lato niesie. Do garnka z wywarem warzywnym wędrują ogórki z przyprawami. Lekko się i powoli gotują, popieprzone i z sokiem z połowy cytryny. No dziś to może nawet z więcej niż połową. Chwilę się gotuje, smaki przenikają. I jak palnik już pod nią wyłączony, dodaję dwie łyżki tłustej śmietany. Powoli, delikatnie, nie może się zwarzyć. Pycha, od razu lepiej. I pięknie gra Wojtek M. nadal z albumu Polka – Paris.

kac zupa

2. Kac-zupa Rumuńska. Kwas z kapusty kiszonej lub ogórków ( z kiszonej lepszy, bo delikatniejszy). Z braku kwasu, można opcjonalnie na koniec zaprawić zupę nie dużą ilością octu winnego ( białego). Wywar z warzyw, czysty. Jedna z marchewek pokrojona w półplasterki zostaje w zupie. dolewam kwasu, aż kwaśność satysfakcjonująca będzie. Chwilę gotuję z pieprzem. Wyłączoną zupę powoli i solidnie zaprawiam tłustą śmietana ( do kubka wlewam śmietanę i stopniowo, łyżkami dodaję zupę cały czas mieszając. Gdy śmietana będzie ciepła od zupy, dobrze zmieszana, mogę powoli przełożyć ją do garnka z zupą). jeszcze chwilę całość zagrzewam. A w miseczce dodaję lekko obsmażone wędzone tofu i szczypiorek.

carry red

3. Poziom zaawansowany – Zupa z czerwonym curry. Wywar warzywny na ostro z czosnkiem i papryczką chilli świeżą ( jej ostrość w zależności od intensywności ostatniej nocy) gotuję. Warzywa z bulionu wyjęte. Dodałam czerwoną cebulę pokrojoną w pióra, uduszoną z odrobiną soli i miodu. Rozpuszczam pastę red curry w zupie, dolewam małą puszkę mleka kokosowego, sok z jednej limonki. Bulgocze sobie pięknie, ja wspominam wczorajsze tańce z słuchając jednego z moich ulubionych kawałków Davida Bowie „Let’s dance” i kroję jednego pomidora obranego ze skórki. Na koniec gotowania wrzucam go do zupy razem z dwoma garściami małych listków szpinaku. I gotowe. Oj jak pięknie rozgrzewa. Jak gorączka sobotniej nocy 😉

koktajl

4.  A jeśli ktoś lubi mniej drastyczne rozwiązanie – koktajl warzywno – owocowy może wystarczyć. Woda niegazowana,  Garść liści małego szpinaku, sok z pomarańczy, łyżka miodu, parę liści bazylii i trochę soku z cytryny. Lub: banan, pęczek szałwii i mięty świeżej, sok z jednego czerwonego grejpfruta, syrop z agawy. Oczywiście wszystko zmiksowane. Lepiej? Jak nie, to zawsze można postawić na starą, dobrą pomidorówkę z ryżem? makaronem? I tanecznym krokiem wstąpić w nowy rok

Burak i Wschód

burak

Byłam niedawno w Moskwie. O samych wrażeniach może innym razem, ale natychmiast po powrocie zrobiłam barszcz. Wcześniej rozmawiałam z moją Białoruską koleżanką od lat mieszkającą we Włoszech o jedzeniu, o tym którego najbardziej jej brakuje. Wymieniła świeże ogórki i buraki pod jakąkolwiek postacią. Nigdy o tym nie myślałam, że buraki są tak popularne tylko na wschód od nas, a na zachodzi tak trudno znaleźć dla nich poważanie. I pomiędzy tym wszystkim, odbyło się spotkanie autorskie z Andrzejem Stasiukiem promujące książkę „Wschód”. Inaczej być nie mogło, musiał pojawić się ten złożony, wielosmakowy wschód w garnku. Barszcz – buraczana zupa. Ani nie ukraiński, ani nie zwykły czerwony, czysty. Taki pomiędzy. Z nutą orientu. Ze słodkim i kwaśnym, z ostrym i słonym. Wszystko razem. Wszystko, co trzeba. Wszystkie smaki zza wschodniej granicy…

Składniki:

upieczone w piekarniku, nieobrane buraki

marchewka pokrojona w grubą kostkę

fasola czerwona ( może być z puszki)

upieczona, pokrojona w duże kawałki dynia maślana

nasiona kardamonu,

sól morska, pieprz czarny

czosnek

marynowana w oliwie cytryna ( ćwiartka)

świeża, ostra papryczka chili

sok z cytryny

ziele angielskie

suszony liść curry

oliwa

1

Buraki spokojnie, w skórkach, skropione oliwą i posypane solą morską, otulone aluminiową folią, piekły się w wysokiej temperaturze. Około godziny. Ale wszystko zależy od ich wielkości. W naczyniu żaroodpornym obok, pokrojona i obrana dynia, pokropiona oliwą, posypana troszkę solą i kawałkami chili, także piecze się do prawie zupełniej miękkości, ale tak aby się nie rozpadała. Potrzebuje znacznie mniej czasu niż buraki. Niech się spokojnie pieką….

Nie miałam zbyt wiele czasu, żeby zobaczyć filmy na WFF. Ale jeden mi się udało. Niesamowity dokument o syberyjskim punk rocku. Zabawny, i straszy. Ze świetną muzyką. Janka Diagilewa

https://www.youtube.com/watch?v=ZYbIl7TOgQc

jak ta sama idea z różnych powodów niezależnie powstaje w odmiennych warunkach i na dwóch końcach świata..

No dobra. W czasie gdy muzyka grała, buraki i dynia się piekły, jarzynowy wywar powstawał. Obrane ze skórki i pokrojone w gruba kostkę buraki można było do niego wrzucić po wyjęciu całej włoszczyzny. I dalej wszystko gotujemy. Po drodze wpada rozgniecione ziarno kardamonu, liść curry i ziele angielskie, czosnek i odrobina soli w razie potrzeby. Do garnka dodatkowo ucieramy na grubej tarce obraną marchewkę. I spokojnie, powoli gotujemy. Wokół niezbyt spokojnie, bo słychać Grażdanską Oboronę

Skończyło się kilka utworów i można już dosypać czerwona fasolę ( uprzednio ugotowaną lub z puszki) i wlać sok z cytryny. Kropla oliwy, ćwiartka marynowanej w oliwie cytryny. Jeszcze z 20 minut. Zupa gotowa, rewolucja w głowie rozpoczęta, a na talerzach jeszcze tylko dodatek z dyni pieczonej ułożonej na wierzchu. I wszystkie smaki się uzupełniają

burak RUS

a jeśli o wschodzie była mowa, dla mnie nie może zabraknąć Armii. Od zawsze w podróży na wschód…

https://www.youtube.com/watch?v=oTsCHftzWB0