Jakby do świąt blisko, część druga.

choinka

Jak obiecałam, tak i uczynię. Przygotowania co prawda idą spokojnie. Nie daję się porwać świątecznej gorączce. W rytm standardów obowiązujących w okresie świątecznym – przepis na pasztet. Ale najpierw, bo niektórzy w drodze, Chris Rea

https://www.youtube.com/watch?v=THcbQyFtCqg

Pasztet nr. 1

ćwierć kilograma ugotowanego grochu ( jeśli jest łuskany, nie trzeba go moczyć wcześniej)

1/4 szklanki ryżu i tyle samo kaszy jaglanej

4 pieczarki ( ja wolę ugotowane suszone grzyby)

20 dkg cebuli białej

2 cebule czerwone

włoszczyzna ( pół selera, 2 marchewki, 1 por)

garść bułki tartej

3 ząbki czosnku

2 jajka

sól, pieprz, zmielone kulki jałowca, kminek, majeranek i papryka ostra.

Włoszczyzna z solą, liściem laurowym i pieprzem musi się spokojnie gotować, jak bulion, niespiesznie i przy dobrych dźwiękach. Jon Bon Jovi ( Suzi się ucieszy) pobuja wywar nastrojowo

https://www.youtube.com/watch?v=mput_1lVYus

Groch w tym czasie, bardzo lekko osolony, gotuje się jeszcze wolniej obok. Jak tylko będzie miękki i wystudzony, warzywa ugotowane, ryż i kasza w kostce wegetariańskiej także wcześniej na miękko przygotowane, można je wrzucić do sporej miski. Dodaję do nich jeszcze skrojone  i ugotowane grzyby. Wywaru z jarzyn nie wylewam, bo się przyda.Cebulę, białą i czerwoną posiekałam w kostkę i lekko przesmażyłam na oliwie.

2014-12-20 14.12.35

i teraz rzecz najprostsza: wszystkie składniki przepuściłam przez maszynkę do mielenia. Oczywiście można to zrobić blenderem, ale trochę więcej zachodu, a poza tym ja wolę, jak wszystkie składniki są wyczuwalne w strukturze pasztetu. Nie chcę z tego robić papki, jak Shakin Stevens ze świątecznych piosenek. Wszystko zmielone i w misce mieszam z przyprawami, rękoma ugniatam, miażdżę i robię zamieszanie, próbuję oczywiście, czy aby smak nie za mdły. Jeśli mdły, dodaję jeszcze gałkę muszkatołową, i wbijam żółtka z jajek. Białka ubijam na pianę. Dołożę je na samym końcu. Wracam do zamieszania, teraz z żółtkami i bułką tartą oraz dolewam około pół szklanki wywaru z warzyw. Ilość bułki i bulionu zależy od konsystencji.  Musi być zwarta, ale jednak mokra tak, żeby stosunkowo łatwo było przelać do brytfanek. Zanim przeleję, dodaję delikatnie puszystą pianę z białka, i lekko połączę wszystkie ciężkie smaki, zimowe aromaty i powietrzną pianę. Do form wkładam papier do pieczenia i przekładam gotową masę. I już można piec.

2014-12-20 14.27.21

Teraz w temperaturze 170 stopni pasztet potrzebuje około godziny. Mam czas. Przeglądam co tam ciekawego w koszmarnej świątecznej muzyce. Oczywiście w kolekcji tej nie może zabraknąć szlagieru. Bez tego, jak bez Kevina, co to sam został w domu, święta się po prostu nie odbywają

W  tym czasie pasztet się zarumienił,  w domu pachnie, a za oknem deszcz i wichura.

2014-12-20 16.20.33-1

I jeszcze obiecany wcześniej, przepis mojej siostry ciotecznej Urszuli W. gdyż zgody pełnej udzieliła. Po prostu inna wersja bardzo podobnego wege pasztetu. Urszula robi tak:

„Duży por i dwie cebule pokrojone w talarki, 4 ząbki czosnku, zeszklone na niewielkiej ilości oleju. Kilo startej marchewki, pietruszka oraz seler podduszone i dodane do powyższych. Po szklance, przed ugotowałem, kaszy jaglanej i ciecierzycy. Dodane do warzyw. Szklanka pestek słonecznika. Garstka suszonych grzybów dodana do warzyw. Podlewane bulionem (w tym przypadku warzywnym zamrażalnika) Do tego pieprz, sól, ziele, listek laurowy, gałka muszkatołowa, imbir, papryka. Do powyższego dodaje 2 surowe jaja i piekę w 180 stopniach ok 40 minut z termoobiegiem”. O! i taka różnica.

A na koniec tak z innej beczki Pablopavo i Ludziki

Jakby do Świąt blisko, część pierwsza.

słoik

Nie da się chyba od tego uciec. Tym razem nie wyjeżdżam na święta, więc tym bardziej nie ma szans na uniknięcie wszechogarniającej, atakującej w każdym aspekcie, disnejowskiej, ogłupiającej świątecznej gorączki przygotowań i różnych tandetnych uniesień z tym związanych. W związku z brakiem innego rozwiązania, spróbuję to znieść z godnością i przynajmniej po swojemu.

Nastawiłam zakwas na barszcz czerwony. Razem z moją ulubioną sceną, a jednocześnie chyba rolą życia Hugh Granta, zaczęłam przygotowania. Tak, tak. Też zdarza mi się w święta oglądać „Love Actually”.

http://www.dailymotion.com/video/x18g3q7_the-prime-minister-dances-from-love-actually-2003_shortfilms

Buraki pokrojone w dość duże kawałki, obrane i umyte uprzednio.

liść laurowy

czosnek

ziele angielskie

skórka od razowego chleba

osolona woda (nieco mniej słona niż do ogórków kiszonych)

ziarna czarnego pieprzu

kawałek korzenia imbiru lub chrzanu ( według uznania)

jałowiec

burak święta 1

(proporcje mogą być takie: pół kilograma buraków, około litra wody, 2 łyżeczki soli niejodowanej, a reszta według własnego smaku).

Buraki układam w słoiku (lub kamionce) przekładając przyprawami i wszystkimi dodatkami. W przyprawach wybieram pomiędzy łagodnością, jak Norah Jones w „Turn me on” lub pikantnym d’Angelo w „Untitled”

słoik 2

Zalewam przegotowaną, prawie gorąca wodą z solą i przyciskam buraki w słoiku. Niech się cisną i przytulają, a w środę ugotuję barszcz. A jak nie ugotuję, to zleję zakwas do butelki i zostawię w lodówce. I jak już będzie mi się chciało, ugotuję zupę. Stop! Buraków zakiszonych nie wyrzucam. Będzie świetna przekąska, albo i dodatek do sałatki…. zobaczymy.

Na razie włączę jeszcze raz d’Angelo

https://www.youtube.com/watch?v=mcQ83tOZ4Wk

bo tak fajnie buja, a przygotowania stają się mniej stresujące. Przygotowania do pasztetu czas zacząć! Z grochu, gotowanych warzyw, korzennych przypraw…pięknie rumiany i wilgotny wyszedł w zeszłym roku. Może i tym razem się uda. Co prawda Urszula, moja cioteczna siostra w tym roku mnie wyprzedziła, ale jak się zgodzi to jej przepis też tu zdradzę.pasztet

Trochę od tego gotowania zgłodniałam, więc na szybko robię marchwiową zupę z imbirem i pomarańczą. Kilka marchewek wrzuconych do garnka gotuję aż do miękkości z solą, kawałkiem fenkułu, ząbkiem czosnku i kawałkiem korzenia imbiru. W tym czasie trochę pobuja mnie Natalia Przybysz

A marchewki się ugotowały, miksuję je dodając soku z połówki pomarańczy. Jest kwaśna, więc łyżeczka miodu i jeszcze trochę oliwy. Obok na patelni rozpuszczam klarowane masło i wsypuję do niego konkretną porcję suszonego imbiru. Tylko chwilę wolności daję jego aromatowi i szybko wrzucam w objęcia marchewki. Miksuję  i mieszam, mącę i ogrzewam. I za chwilę pyszna zupa, pomarańczowa jak letni, kiczowaty zachód słońca, jest gotowa. Posłucham jeszcze trochę miękkich, mruczących dźwięków…

marchew kawałkiIMG_20121106_234817Beznazwy-1