Zima, kalafior i boczniaki

kalafior

To nie jest dobry czas. Szaro, ponuro. Wszystko idzie nie tak jak powinno. Wokół. Szkoda, że nie da się tego przespać. Serio, w takich momentach chciałabym być niedźwiedziem. Cóż, może w innym życiu. Spróbuję to tu i teraz uczynić przynajmniej minimalnie przyjemniejszym. Czas niby przedświąteczny, ale jeszcze nic świątecznego nie będzie.

Muzyka zawsze potrafi zmienić aurę wokół. Zaczęłam więc od mojego ostatniego odkrycia –  Seu Jorge z jedną z pierwszych jego płyt. Dużo na niej coverów, ale jakiś takich nieoczywistych. No i gdzieś snuje się ta południowoamerykańska melancholia? smutek? sentymentalizm? nie wiem jak to nazwać.

W  tym czasie gotuję kalafiora, niezupełnie na miękko, nie tak, by się rozpadał. Jest już wieczór, więc za późno na obiad. Kalafior jest lekki, a żeby był bardziej wyrazisty, obsmażam pokrojone na płasko duże kawałki na maśle z kuminem.

2014-12-01 20.21.00-1

Wrzucam na patelnię także kromki chleba na pozostały tłuszcz, tylko chwilę, żeby go wchłonęły i były ciepłe. Słuchając dalej Seu, w pięknym coverze Bowiego „Life on Mars”, kroję pomidora, trochę bazylii z doniczki na szarym parapecie, kiszonego ogórka. Już na talerzu skrapiam oliwą, solę i pieprzę, dodaję odrobinę soku z pomarańczy, niech będzie choć chwila słońca. I jeszcze dip: jogurt naturalny, musztarda z miodem, sok z cytryny i świeżo zmielony pieprz.

kalafior 2

2014-12-01 20.37.43-1

I można uznać, że to pyszna kolacja, a do tego zielona herbata, ze świeżą gałązką rozmarynu, miodem, ćwiartką cytryny i Seu Jorge „Tive razao”…

Drugą dobrą na krótkie dni i kiepski sezon warzywny opcją, tym razem do przygotowania sobie wieczorem  na obiad do pracy, są kotlety z boczniaków. Bardzo grzyby owe niedocenione są, a wspaniałe rzeczy można z nimi zrobić!

Pozostając w południowym klimacie, tak odmiennym od tego za oknem słucham Perota Chingo

a w tym czasie przygotuję składniki:

1 opakowanie boczniaków dość grubo posiekanych

1 czerwona cebula

1 marchewka

kilka gałązek rozmarynu, oliwa, sól, pieprz

kostka oliwy z ziołami ( przygotowuję je w pojemniku na lód z posiekanymi ziołami zawsze przed zimą)

pół cukinii posiekanej w paski

czosnek, ostra, świeża papryczka, kurkuma, nasiona kolendry

jajko, bułka tarta

kotlety

Grzyby duszę na oleju z pestek winogron z cebulą, tak aby odparowała z nich woda. Dodaję cienko pokrojoną marchewkę. Włączam muzykę z „Miasta Boga” i czekam, aż wyparuje płyn. Jeszcze trochę ziół w oliwie i rozmaryn.

Za oknem leje deszcz. Jest grudzień. Pokój wypełniają ciepłe i jakoś smutne dźwięki. A Transa – Cidade de Deus. Grzyby są już gotowe. W misce dodaję resztę składników: cukinię, przyprawy, jajko i odrobinę bułki tartej. Muszę wszystko dobrze wymieszać i zmiksować, ale nie na zupełną miazgę.

2014-12-03 09.15.23-1

2014-12-03 09.26.43-1

Grzeję patelnię z olejem z pestek winogron, formuję nieduże kotlety i smażę z obu stron. Układam na papierze, żeby wyciekły resztki tłuszczu. Można je zjeść na ciepło, lub z chlebem na zimno, a całość dopełni dip z harissą: jogurt grecki, harissa, odrobina miodu i soku z cytryny. Harissa ma w sobie słońce, drobinki piasku  i odległe wspomnienie z innych miejsc. Na chwile udało się zapomnieć o deszczu na zewnątrz…

2014-12-03 10.12.56-1

Czosnek i Polin

czosnek

Czulent to szabas. Odpoczynek. Siódmy dzień tygodnia. Odwiedziłam w ubiegły szabas Muzeum Historii Żydów Polskich. Imponujące i piękne. Niejeden szabas przyjdzie spędzić, żeby tę historię poznać. Tylko tłum za duży, za mało skupiony, niepotrzebny… Ale zanim jeszcze poszłam poznawać i podziwiać, przygotowałam czulent. A konkretnie jego bezmięsną wersję. I dobrze, że to zrobiłam. Muzealne bistro Besamin pozostawia wiele do życzenia. I nikt mi nie powie, że jedzenie leżące na podgrzewaczu, wciąż może być tak samo smaczne, jak po przyrządzeniu.

W piątek namoczyłam białą fasolę ( także fasola Jaś) i po raz kolejny odkryłam Daktari i ich świetne improwizacje.

…a w sobotę rano zebrałam wszystkie składniki. W kulturze żydowskiej używanie gazu zakazane jest w szabas, dlatego bardzo często przygotowaną potrawę oddawało się do piekarni, aby w piecu dochodziła przez noc z piątku na sobotę i była gotowa na sobotni obiad.

  • fasola Jaś lub biała ( 1-1,5 szklanki)
  • 2 spore cebule białe i jedna czerwona
  • 6 ziemniaków
  • łyżka Planty
  • 1/2 szklanki pęczaku ( może być kasza perłowa)
  • garść granulatu sojowego
  • 2  marchewki
  • 5 ząbków czosnku, 3 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • kilka szklanek bulionu
  • sól, pieprz
  • jajko, mąka pszenna, woda

Fasolę ugotowałam, jednak nie do miękkości. Granulat sojowy namoczyłam w bulionie, odcedziłam nie wylewając bulionu. Obierałam ziemniaki i marchew, czosnek i cebulę i słuchałam sobie Gaamery. Jaka szkoda, że już nie grają razem i nie usłyszę ich na żywo! Pozostaje youtube i soundcloud

2014-11-23 16.46.08

Ziemniaki pokroiłam sobie w dużą kostkę, marchewkę w duże plastry, czosnek także, a cebulę w półkrążki. W zasadzie wszystko gotowe. Zaczynam! Na głębokiej patelni lub w żeliwnym garnku podgrzałam plantę, podsmażyłam lekko cebulę i czosnek. W garnku bądź żaroodpornym naczyniu na cebuli i czosnku warstwami ułożyłam wszystkie składniki: fasolę, ziemniaki, kaszę, granulat oraz ponownie fasolę, cebulę i czosnek, z zielem angielskim i liściem laurowym. Każdą z układanych warstw oprószyłam solą i pieprzem. rozgrzałam piekarnik do 100-120 stopni. I włączyłam Sztetl Quartet. Takie wspaniałe dęciaki!

Teraz już można było całość zalać bulionem, tak aby pokrył wszystkie składniki. Na wierzchu dołożyłam kilka jaj w skorupkach. Szybko zrobiłam najprostsze ciasto z mąki pszennej i  wody . i szczelnie zakryłam ciastem naczynie. Otuliłam, zakleiłam, zamknęłam zapachy i smaki na dobre.

czulent 2

W elektrycznym piekarniku można dodatkowo i zazdrośnie zamknąć aromaty w gazecie i owinąć sznurkiem. W gazowym odradzam, chyba że fajne chłopaki ze straży pożarnej rezydują niedaleko, a sąsiedzi są bardzo wyrozumiali.

Czulent piecze się bardzo długo w dość niskiej temperaturze. Ten jest wersją bezmięsną i nie potrzebuje aż tyle czasu. 3 godziny mu wystarczą, a w tym czasie Frozen Bird ansambl zabrał mnie daleko stąd, gdzie jeszcze nie byłam…

https://soundcloud.com/fonografika/frozen-bird-bastards

czulent 3

… i zadzwonił alarm od piekarnika. Czas na czulent, czas świętować szabas, tylko jak jest gorący i prosto z pieca. Podobno ciasto się wyrzuca, ale w nim zgromadziło się tyle smaków, tyle aromatów, bliskich i dalekich, znajomych i obcych – musiałam go zjeść. Było warto poczekać, było warto się nie spieszyć. I jeszcze raz posłuchać Sztetl Quartet