Smarowidło, ale nie powidło.

hummus

Dawno mnie tu nie było. Tak się złożyło. Jednak i muzyka cały czas była, i jedzenie, i gotowanie… zaczęło się od buraczanej sałatki na pewnej imprezie z bimbrem. Znowu był bimber. I  muzyka. I jedzenie – no ale to akurat wiadomo, bo święta.

Ale nie świątecznie będzie. Tylko tak, po prostu. I tak łatwo i ładnie. ” If the music was that easy”

https://www.youtube.com/watch?v=rOnBuq8ogh8

Nie tylko muzyka łatwa i przyjemna. Rzeczone smarowidło także. Po prostu moje wariacje na temat hummusu. Choć właściwie hummusem już chyba nie można tego nazwać. A może i można. Nie wiem czy legendarny hummusu wynalazca, sułtan Saladyn byłby ze mnie dumny. Ale jako że wyprawami krzyżowymi się parał, za nic mam jego zdanie na ten temat. I zwykle robię tak:

2015-01-09 10.57.19

Smarowidło 1. Hummus opcja pierwsza:

  • słodki ziemniak ( batat) lub dynia piżmowa
  • pasta Tahini jasna
  • kilka ząbków czosnku
  • cytryna
  • oliwa
  • sumak
  • papryka suszona w proszku
  • listki świeżego carry
  • sól morska
  • filiżanka lodowatej wody

Zawinięty w aluminiową folię batat ( pokrojony w duże kawałki i w skórce, jeśli zaś jest to dynia – obrana ze skóry, pokrojona i bez pestek), pokropiony oliwą, posolony, z czosnkiem i liśćmi curry zamknięty w gorącym piekarniku zostaje tam, aż będzie bardzo miękki. Trochę to trwa. Musi się prawie rozpadać.

batat 2

Akurat Bonobo na ten czas nadaje się idealnie

Potem jeszcze Kieślowski vs Skalpel „Tramwaj so far”, a właściwie to można włączyć cały ” Transit”. Będzie pewność, że miękkość odpowiednią batat osiągnie. Teraz trzeba go wystudzić. Obrać ze skórki. Dołożyć ząbki czosnku, przyprawy, trochę oliwy. Kilka łyżek pasty Tahini ( na około 2 duże słodkie ziemniaki – 3 duże łyżki pasty). Sok z jednej cytryny wyciśnięty, bez pestek, złagodzi słodycz ziemniaka czy dyni piżmowej. „Rozpuści” też orzechowy smak pasty. I jeszcze kilka liści świeżego curry. Jest dość ostre. Więc wszystko zależy, jaki kaliber ma mieć hummus.

2015-04-06 19.04.31-2

Trochę dodanej oliwy doda gładkości. I można wszystko zmiksować. W Jadłomanii wyczytałam, że dodanie pół filiżanki mocno schłodzonej wody w trakcie miksowania, spowoduje, że hummus jest jeszcze bardziej aksamitny. To prawda! Jak biały piasek na plaży. I jak Tycho

Na wierzchu można jeszcze skropić pastę oliwą, posypać sumakiem lub natką pietruszki. I szama gotowa.

batat humus-1

Smarowidło 2. Hummus opcja druga

  • buraki
  • pasta Tahini ciemna
  • cytryna
  • świeży korzeń chrzanu
  • sól
  • czosnek
  • oliwa

burak humus

W sumie nic prostszego. Procedura ta sama – burak pokrojony i pieczony z oliwą i solą. Długo pieczony. Burak zawsze lubi długo się piec. Można cały album Tycho „Dive” przesłuchać, poprawić Bonobo-Nicolas Jaar – Chet Faker 1:51 set. Z pewnością będzie gotowy. A dalej bez zmian – pasta Tahini ciemna – intensywniejsza w smaku, cięższa. Do tego sok z cytryny, utarty kawałek korzenia chrzanu koniecznie świeżego. Oliwa, czosnek i znowu trochę lodowatej wody. I gotowe. Queen Verona chyba potwierdzi. Z jakiegoś powodu, nigdy nie udało mi się zrobić mu zdjęcia.

Smarowidło 3. Smalec wege

W sumie to robię go od dawna. Ale jakoś zawsze jest trochę za twardy, słabo się rozsmarowuje, chociaż smaku mu to nie ujmuje. Łukasz ma chyba lepszy sposób, choć twierdzi, że smalec bierze od babci, a opakowanie zamienia na wege. Kiedyś pamiętam jadłam Lesia smalec w Galerii Domowej ( tak się to chyba nazywało – rany boskie wieki temu to było). I to był najlepszy wege smalec w moim życiu. A może okoliczności żoliborsko-nocne temu sprzyjały? kto wie…

  • Planta
  • cebula biała i czerwona
  • masło klarowane
  • prażona cebulka
  • granulat sojowy ( namoczony w gorącym wege bulionie i bardzo solidnie odcedzony)
  • jabłko
  • majeranek, sól i pieprz czarny
  • czosnek
  • opcjonalnie kurki, pieczarki czy co tam w duszy gra

The Sound Defects ” The iron horse” jak znalazł tło doskonałe do smalcu stanowić może: rozpuści, popłynie, poszybuje, zaskwierczy. Klarowanym masłem z drobno posiekaną cebulą białą i czerwoną zaskwierczy. Planta rozpuszczana popłynie, a w niej podryfują posiekane jabłko, granulat, przyprawy i grzyby ( jeśli taki nastrój jest). Wszystko kilkanaście minut się smaży, powoli i bez pośpiechu. Na koniec jeszcze czosnek drobno pokrojony, cebulka prażona w ostatniej chwili. I świeże chili, jak ktoś lubi podkręcić niczym The Sound Defects w 13 minucie albumu. Pozostaje zlać do naczynia gorącą całość i poczekać aż wystygnie. Nim to się stanie, można kilka razy wymieszać, zamieszać i siać zamęt.

I zamknąć jak się zaczęło – sceną tańca z filmu „Salto” Tadeusza Konwickiego z muzyką Wojciecha Kilara

https://www.youtube.com/watch?v=Sm8cugN66cY

Jakby do świąt blisko, część druga.

choinka

Jak obiecałam, tak i uczynię. Przygotowania co prawda idą spokojnie. Nie daję się porwać świątecznej gorączce. W rytm standardów obowiązujących w okresie świątecznym – przepis na pasztet. Ale najpierw, bo niektórzy w drodze, Chris Rea

https://www.youtube.com/watch?v=THcbQyFtCqg

Pasztet nr. 1

ćwierć kilograma ugotowanego grochu ( jeśli jest łuskany, nie trzeba go moczyć wcześniej)

1/4 szklanki ryżu i tyle samo kaszy jaglanej

4 pieczarki ( ja wolę ugotowane suszone grzyby)

20 dkg cebuli białej

2 cebule czerwone

włoszczyzna ( pół selera, 2 marchewki, 1 por)

garść bułki tartej

3 ząbki czosnku

2 jajka

sól, pieprz, zmielone kulki jałowca, kminek, majeranek i papryka ostra.

Włoszczyzna z solą, liściem laurowym i pieprzem musi się spokojnie gotować, jak bulion, niespiesznie i przy dobrych dźwiękach. Jon Bon Jovi ( Suzi się ucieszy) pobuja wywar nastrojowo

https://www.youtube.com/watch?v=mput_1lVYus

Groch w tym czasie, bardzo lekko osolony, gotuje się jeszcze wolniej obok. Jak tylko będzie miękki i wystudzony, warzywa ugotowane, ryż i kasza w kostce wegetariańskiej także wcześniej na miękko przygotowane, można je wrzucić do sporej miski. Dodaję do nich jeszcze skrojone  i ugotowane grzyby. Wywaru z jarzyn nie wylewam, bo się przyda.Cebulę, białą i czerwoną posiekałam w kostkę i lekko przesmażyłam na oliwie.

2014-12-20 14.12.35

i teraz rzecz najprostsza: wszystkie składniki przepuściłam przez maszynkę do mielenia. Oczywiście można to zrobić blenderem, ale trochę więcej zachodu, a poza tym ja wolę, jak wszystkie składniki są wyczuwalne w strukturze pasztetu. Nie chcę z tego robić papki, jak Shakin Stevens ze świątecznych piosenek. Wszystko zmielone i w misce mieszam z przyprawami, rękoma ugniatam, miażdżę i robię zamieszanie, próbuję oczywiście, czy aby smak nie za mdły. Jeśli mdły, dodaję jeszcze gałkę muszkatołową, i wbijam żółtka z jajek. Białka ubijam na pianę. Dołożę je na samym końcu. Wracam do zamieszania, teraz z żółtkami i bułką tartą oraz dolewam około pół szklanki wywaru z warzyw. Ilość bułki i bulionu zależy od konsystencji.  Musi być zwarta, ale jednak mokra tak, żeby stosunkowo łatwo było przelać do brytfanek. Zanim przeleję, dodaję delikatnie puszystą pianę z białka, i lekko połączę wszystkie ciężkie smaki, zimowe aromaty i powietrzną pianę. Do form wkładam papier do pieczenia i przekładam gotową masę. I już można piec.

2014-12-20 14.27.21

Teraz w temperaturze 170 stopni pasztet potrzebuje około godziny. Mam czas. Przeglądam co tam ciekawego w koszmarnej świątecznej muzyce. Oczywiście w kolekcji tej nie może zabraknąć szlagieru. Bez tego, jak bez Kevina, co to sam został w domu, święta się po prostu nie odbywają

W  tym czasie pasztet się zarumienił,  w domu pachnie, a za oknem deszcz i wichura.

2014-12-20 16.20.33-1

I jeszcze obiecany wcześniej, przepis mojej siostry ciotecznej Urszuli W. gdyż zgody pełnej udzieliła. Po prostu inna wersja bardzo podobnego wege pasztetu. Urszula robi tak:

„Duży por i dwie cebule pokrojone w talarki, 4 ząbki czosnku, zeszklone na niewielkiej ilości oleju. Kilo startej marchewki, pietruszka oraz seler podduszone i dodane do powyższych. Po szklance, przed ugotowałem, kaszy jaglanej i ciecierzycy. Dodane do warzyw. Szklanka pestek słonecznika. Garstka suszonych grzybów dodana do warzyw. Podlewane bulionem (w tym przypadku warzywnym zamrażalnika) Do tego pieprz, sól, ziele, listek laurowy, gałka muszkatołowa, imbir, papryka. Do powyższego dodaje 2 surowe jaja i piekę w 180 stopniach ok 40 minut z termoobiegiem”. O! i taka różnica.

A na koniec tak z innej beczki Pablopavo i Ludziki

Jakby do Świąt blisko, część pierwsza.

słoik

Nie da się chyba od tego uciec. Tym razem nie wyjeżdżam na święta, więc tym bardziej nie ma szans na uniknięcie wszechogarniającej, atakującej w każdym aspekcie, disnejowskiej, ogłupiającej świątecznej gorączki przygotowań i różnych tandetnych uniesień z tym związanych. W związku z brakiem innego rozwiązania, spróbuję to znieść z godnością i przynajmniej po swojemu.

Nastawiłam zakwas na barszcz czerwony. Razem z moją ulubioną sceną, a jednocześnie chyba rolą życia Hugh Granta, zaczęłam przygotowania. Tak, tak. Też zdarza mi się w święta oglądać „Love Actually”.

http://www.dailymotion.com/video/x18g3q7_the-prime-minister-dances-from-love-actually-2003_shortfilms

Buraki pokrojone w dość duże kawałki, obrane i umyte uprzednio.

liść laurowy

czosnek

ziele angielskie

skórka od razowego chleba

osolona woda (nieco mniej słona niż do ogórków kiszonych)

ziarna czarnego pieprzu

kawałek korzenia imbiru lub chrzanu ( według uznania)

jałowiec

burak święta 1

(proporcje mogą być takie: pół kilograma buraków, około litra wody, 2 łyżeczki soli niejodowanej, a reszta według własnego smaku).

Buraki układam w słoiku (lub kamionce) przekładając przyprawami i wszystkimi dodatkami. W przyprawach wybieram pomiędzy łagodnością, jak Norah Jones w „Turn me on” lub pikantnym d’Angelo w „Untitled”

słoik 2

Zalewam przegotowaną, prawie gorąca wodą z solą i przyciskam buraki w słoiku. Niech się cisną i przytulają, a w środę ugotuję barszcz. A jak nie ugotuję, to zleję zakwas do butelki i zostawię w lodówce. I jak już będzie mi się chciało, ugotuję zupę. Stop! Buraków zakiszonych nie wyrzucam. Będzie świetna przekąska, albo i dodatek do sałatki…. zobaczymy.

Na razie włączę jeszcze raz d’Angelo

https://www.youtube.com/watch?v=mcQ83tOZ4Wk

bo tak fajnie buja, a przygotowania stają się mniej stresujące. Przygotowania do pasztetu czas zacząć! Z grochu, gotowanych warzyw, korzennych przypraw…pięknie rumiany i wilgotny wyszedł w zeszłym roku. Może i tym razem się uda. Co prawda Urszula, moja cioteczna siostra w tym roku mnie wyprzedziła, ale jak się zgodzi to jej przepis też tu zdradzę.pasztet

Trochę od tego gotowania zgłodniałam, więc na szybko robię marchwiową zupę z imbirem i pomarańczą. Kilka marchewek wrzuconych do garnka gotuję aż do miękkości z solą, kawałkiem fenkułu, ząbkiem czosnku i kawałkiem korzenia imbiru. W tym czasie trochę pobuja mnie Natalia Przybysz

A marchewki się ugotowały, miksuję je dodając soku z połówki pomarańczy. Jest kwaśna, więc łyżeczka miodu i jeszcze trochę oliwy. Obok na patelni rozpuszczam klarowane masło i wsypuję do niego konkretną porcję suszonego imbiru. Tylko chwilę wolności daję jego aromatowi i szybko wrzucam w objęcia marchewki. Miksuję  i mieszam, mącę i ogrzewam. I za chwilę pyszna zupa, pomarańczowa jak letni, kiczowaty zachód słońca, jest gotowa. Posłucham jeszcze trochę miękkich, mruczących dźwięków…

marchew kawałkiIMG_20121106_234817Beznazwy-1

Jedzenie, wino i przyjaciele

ziemniak

Zdarza się tak, że smak i zapach przenoszą Cię w inne miejsce. Daleko albo blisko.

Ale od początku. Odwiedziłam niedawno przyjaciół. Znamy się od baaardzo dawna, a za każdym razem czekam z niecierpliwością, co tym razem Suzi przygotuje. To znaczy, ze spotkania się cieszę i z rozmowy, ale na myśl o nowych smakach także. Siedziałam tam i jadłam, a wokół robiło się cieplej, jakby bardziej słonecznie, miło i leniwie. Czy to masło orzechowe, czy mleko kokosowe? Może jarmuż albo kurkuma sprawiły, że zagrał mi w głowie Major Lazer

Próbowałam to powtórzyć wczoraj. No z małymi modyfikacjami ( brak wszystkich produktów). Nie było tak pysznie, ale spełniło zadanie. Zimny listopadowy dzień był odrobinę mniej ponury.

Wersja 1 (uproszczona)

ziem

kasza gryczana – garść

ziemniaki obrane i pokrojone w dużą kostkę

brokuł

cebula

pomidor

2 łyżki masła orzechowego

kurkuma, ostra suszona, mielona papryka, cynamon, kumin, oliwa

Na podgrzaną oliwę wrzuciłam wypłukaną kaszę. Po chwili prażenia z cebulą, czosnkiem i kuminem, odstawiłam na bok i zalałam wodą oraz lekko posoliłam. Całość wróciła na palnik, dorzuciłam piękne kostki ziemniaków, małe „różyczki” brokuła oraz przyprawy i masło orzechowe. Zakrywam te gorące i egzotyczne aromaty pokrywką, żeby dusiły się na wolnym ogniu. W cieple, w bujających rytmach, jak pod palmą na gorącym piasku

Ziemniaki były już prawie miękkie. Przyszedł czas na pomidora pokrojonego w kostkę i odrobinę soku z cytryny. Jeszcze chwila i zapach otulił całe mieszkanie – orzechy i papryka, cynamon i kumin. Już nie był listopad, tylko środek upalnego lata.

2014-11-29 17.11.14

A skoro lato, to trochę zieleni. Tuż przed zdjęciem z kuchenki dodałam małe liście szpinaku. i całość podana z gęstym jogurtem. I tak pięknie muzyka mruczy, pachnie i smakuje jedzenie…

https://www.youtube.com/watch?v=MuxMCsZP5OA

2014-11-29 17.29.07

I jeszcze podam oryginalny przepis.

Wersja 2 ( podstawowa)

ziemniaki

cebula, czosnek, oliwa

pomidory

masło orzechowe

mleko kokosowe

gruby szczypior

cynamon, kumin, pieprz cayenne, kurkuma ( odrobina)

Wszystko duszone przez 30 min. a na koniec dodany pokrojony jarmuż i szpinak.I posypane prażonymi orzechami. I wspaniała, pachnąca całość!

I był jeszcze pyszny bakłażan, i hummus, i rozmowy, a Wojtek polewał wino, zmieniał muzykę, i jakby listopad zrobił się cieplejszy i odrobinę bardziej znośny. W końcu od tego są przyjaciele…

2014-11-29 17.30.16