Smarowidło, ale nie powidło.

hummus

Dawno mnie tu nie było. Tak się złożyło. Jednak i muzyka cały czas była, i jedzenie, i gotowanie… zaczęło się od buraczanej sałatki na pewnej imprezie z bimbrem. Znowu był bimber. I  muzyka. I jedzenie – no ale to akurat wiadomo, bo święta.

Ale nie świątecznie będzie. Tylko tak, po prostu. I tak łatwo i ładnie. ” If the music was that easy”

https://www.youtube.com/watch?v=rOnBuq8ogh8

Nie tylko muzyka łatwa i przyjemna. Rzeczone smarowidło także. Po prostu moje wariacje na temat hummusu. Choć właściwie hummusem już chyba nie można tego nazwać. A może i można. Nie wiem czy legendarny hummusu wynalazca, sułtan Saladyn byłby ze mnie dumny. Ale jako że wyprawami krzyżowymi się parał, za nic mam jego zdanie na ten temat. I zwykle robię tak:

2015-01-09 10.57.19

Smarowidło 1. Hummus opcja pierwsza:

  • słodki ziemniak ( batat) lub dynia piżmowa
  • pasta Tahini jasna
  • kilka ząbków czosnku
  • cytryna
  • oliwa
  • sumak
  • papryka suszona w proszku
  • listki świeżego carry
  • sól morska
  • filiżanka lodowatej wody

Zawinięty w aluminiową folię batat ( pokrojony w duże kawałki i w skórce, jeśli zaś jest to dynia – obrana ze skóry, pokrojona i bez pestek), pokropiony oliwą, posolony, z czosnkiem i liśćmi curry zamknięty w gorącym piekarniku zostaje tam, aż będzie bardzo miękki. Trochę to trwa. Musi się prawie rozpadać.

batat 2

Akurat Bonobo na ten czas nadaje się idealnie

Potem jeszcze Kieślowski vs Skalpel „Tramwaj so far”, a właściwie to można włączyć cały ” Transit”. Będzie pewność, że miękkość odpowiednią batat osiągnie. Teraz trzeba go wystudzić. Obrać ze skórki. Dołożyć ząbki czosnku, przyprawy, trochę oliwy. Kilka łyżek pasty Tahini ( na około 2 duże słodkie ziemniaki – 3 duże łyżki pasty). Sok z jednej cytryny wyciśnięty, bez pestek, złagodzi słodycz ziemniaka czy dyni piżmowej. „Rozpuści” też orzechowy smak pasty. I jeszcze kilka liści świeżego curry. Jest dość ostre. Więc wszystko zależy, jaki kaliber ma mieć hummus.

2015-04-06 19.04.31-2

Trochę dodanej oliwy doda gładkości. I można wszystko zmiksować. W Jadłomanii wyczytałam, że dodanie pół filiżanki mocno schłodzonej wody w trakcie miksowania, spowoduje, że hummus jest jeszcze bardziej aksamitny. To prawda! Jak biały piasek na plaży. I jak Tycho

Na wierzchu można jeszcze skropić pastę oliwą, posypać sumakiem lub natką pietruszki. I szama gotowa.

batat humus-1

Smarowidło 2. Hummus opcja druga

  • buraki
  • pasta Tahini ciemna
  • cytryna
  • świeży korzeń chrzanu
  • sól
  • czosnek
  • oliwa

burak humus

W sumie nic prostszego. Procedura ta sama – burak pokrojony i pieczony z oliwą i solą. Długo pieczony. Burak zawsze lubi długo się piec. Można cały album Tycho „Dive” przesłuchać, poprawić Bonobo-Nicolas Jaar – Chet Faker 1:51 set. Z pewnością będzie gotowy. A dalej bez zmian – pasta Tahini ciemna – intensywniejsza w smaku, cięższa. Do tego sok z cytryny, utarty kawałek korzenia chrzanu koniecznie świeżego. Oliwa, czosnek i znowu trochę lodowatej wody. I gotowe. Queen Verona chyba potwierdzi. Z jakiegoś powodu, nigdy nie udało mi się zrobić mu zdjęcia.

Smarowidło 3. Smalec wege

W sumie to robię go od dawna. Ale jakoś zawsze jest trochę za twardy, słabo się rozsmarowuje, chociaż smaku mu to nie ujmuje. Łukasz ma chyba lepszy sposób, choć twierdzi, że smalec bierze od babci, a opakowanie zamienia na wege. Kiedyś pamiętam jadłam Lesia smalec w Galerii Domowej ( tak się to chyba nazywało – rany boskie wieki temu to było). I to był najlepszy wege smalec w moim życiu. A może okoliczności żoliborsko-nocne temu sprzyjały? kto wie…

  • Planta
  • cebula biała i czerwona
  • masło klarowane
  • prażona cebulka
  • granulat sojowy ( namoczony w gorącym wege bulionie i bardzo solidnie odcedzony)
  • jabłko
  • majeranek, sól i pieprz czarny
  • czosnek
  • opcjonalnie kurki, pieczarki czy co tam w duszy gra

The Sound Defects ” The iron horse” jak znalazł tło doskonałe do smalcu stanowić może: rozpuści, popłynie, poszybuje, zaskwierczy. Klarowanym masłem z drobno posiekaną cebulą białą i czerwoną zaskwierczy. Planta rozpuszczana popłynie, a w niej podryfują posiekane jabłko, granulat, przyprawy i grzyby ( jeśli taki nastrój jest). Wszystko kilkanaście minut się smaży, powoli i bez pośpiechu. Na koniec jeszcze czosnek drobno pokrojony, cebulka prażona w ostatniej chwili. I świeże chili, jak ktoś lubi podkręcić niczym The Sound Defects w 13 minucie albumu. Pozostaje zlać do naczynia gorącą całość i poczekać aż wystygnie. Nim to się stanie, można kilka razy wymieszać, zamieszać i siać zamęt.

I zamknąć jak się zaczęło – sceną tańca z filmu „Salto” Tadeusza Konwickiego z muzyką Wojciecha Kilara

https://www.youtube.com/watch?v=Sm8cugN66cY

Ratunek przychodzi z kuchni

zupa

Pierwszy dzień roku to często jednak bolesne przeżycie. I nie mam tu na myśli egzystencjalnego bólu, tylko ten bardziej prozaiczny. Ośrodek sterowania szwankuje, herbata, która wczoraj smakowała zwyczajnie, jest najpyszniejszym napojem na świecie. Tak, tak. Można to przeczekać. Na szczęście w dniu dzisiejszym nie ma pośpiechu. Łagodne dźwięki mogą pomóc, mogą nawet uwolnić „Get free” – cover nagrany przez Mazolewski Quintet

Poza muzyką, dobra i odpowiednia strawa przychodzi na ratunek. A zupa jest tu nieoceniona.

Jeśli zdarzyło się tak, że na jesieni zrobiliście kiszone ogórki, a może także kurki ( i rym częstochowski jest w nowy rok), teraz jest właściwa pora, aby ich użyć! Zwyczajne zjedzenie oczywiście wydaje się być najprostszym rozwiązaniem.

2012-09-22 15.22.41

Ale chwileczkę, poza pójściem na łatwiznę, lepiej wykorzystać to, co się ma i smakowicie przeczekać ten szary dzień, po kolorowym szaleństwie wczoraj. Kilka opcji zaiste prostych i skutecznych. Zależy, co zalega w lodówce.

1. Zupa ze świeżych ogórków: 5 małych ( jeśli duże, szklarniowe, to jeden) świeżych ogórków. Duży wypestkowany, małe nie. Pokrojone w malutką kostkę. Na patelni, na maśle razem z czosnkiem i ostrą papryką lekko uduszony. Uwalnia się piękny zapach. Lato niesie. Do garnka z wywarem warzywnym wędrują ogórki z przyprawami. Lekko się i powoli gotują, popieprzone i z sokiem z połowy cytryny. No dziś to może nawet z więcej niż połową. Chwilę się gotuje, smaki przenikają. I jak palnik już pod nią wyłączony, dodaję dwie łyżki tłustej śmietany. Powoli, delikatnie, nie może się zwarzyć. Pycha, od razu lepiej. I pięknie gra Wojtek M. nadal z albumu Polka – Paris.

kac zupa

2. Kac-zupa Rumuńska. Kwas z kapusty kiszonej lub ogórków ( z kiszonej lepszy, bo delikatniejszy). Z braku kwasu, można opcjonalnie na koniec zaprawić zupę nie dużą ilością octu winnego ( białego). Wywar z warzyw, czysty. Jedna z marchewek pokrojona w półplasterki zostaje w zupie. dolewam kwasu, aż kwaśność satysfakcjonująca będzie. Chwilę gotuję z pieprzem. Wyłączoną zupę powoli i solidnie zaprawiam tłustą śmietana ( do kubka wlewam śmietanę i stopniowo, łyżkami dodaję zupę cały czas mieszając. Gdy śmietana będzie ciepła od zupy, dobrze zmieszana, mogę powoli przełożyć ją do garnka z zupą). jeszcze chwilę całość zagrzewam. A w miseczce dodaję lekko obsmażone wędzone tofu i szczypiorek.

carry red

3. Poziom zaawansowany – Zupa z czerwonym curry. Wywar warzywny na ostro z czosnkiem i papryczką chilli świeżą ( jej ostrość w zależności od intensywności ostatniej nocy) gotuję. Warzywa z bulionu wyjęte. Dodałam czerwoną cebulę pokrojoną w pióra, uduszoną z odrobiną soli i miodu. Rozpuszczam pastę red curry w zupie, dolewam małą puszkę mleka kokosowego, sok z jednej limonki. Bulgocze sobie pięknie, ja wspominam wczorajsze tańce z słuchając jednego z moich ulubionych kawałków Davida Bowie „Let’s dance” i kroję jednego pomidora obranego ze skórki. Na koniec gotowania wrzucam go do zupy razem z dwoma garściami małych listków szpinaku. I gotowe. Oj jak pięknie rozgrzewa. Jak gorączka sobotniej nocy 😉

koktajl

4.  A jeśli ktoś lubi mniej drastyczne rozwiązanie – koktajl warzywno – owocowy może wystarczyć. Woda niegazowana,  Garść liści małego szpinaku, sok z pomarańczy, łyżka miodu, parę liści bazylii i trochę soku z cytryny. Lub: banan, pęczek szałwii i mięty świeżej, sok z jednego czerwonego grejpfruta, syrop z agawy. Oczywiście wszystko zmiksowane. Lepiej? Jak nie, to zawsze można postawić na starą, dobrą pomidorówkę z ryżem? makaronem? I tanecznym krokiem wstąpić w nowy rok

Jakby do świąt blisko, część druga.

choinka

Jak obiecałam, tak i uczynię. Przygotowania co prawda idą spokojnie. Nie daję się porwać świątecznej gorączce. W rytm standardów obowiązujących w okresie świątecznym – przepis na pasztet. Ale najpierw, bo niektórzy w drodze, Chris Rea

https://www.youtube.com/watch?v=THcbQyFtCqg

Pasztet nr. 1

ćwierć kilograma ugotowanego grochu ( jeśli jest łuskany, nie trzeba go moczyć wcześniej)

1/4 szklanki ryżu i tyle samo kaszy jaglanej

4 pieczarki ( ja wolę ugotowane suszone grzyby)

20 dkg cebuli białej

2 cebule czerwone

włoszczyzna ( pół selera, 2 marchewki, 1 por)

garść bułki tartej

3 ząbki czosnku

2 jajka

sól, pieprz, zmielone kulki jałowca, kminek, majeranek i papryka ostra.

Włoszczyzna z solą, liściem laurowym i pieprzem musi się spokojnie gotować, jak bulion, niespiesznie i przy dobrych dźwiękach. Jon Bon Jovi ( Suzi się ucieszy) pobuja wywar nastrojowo

https://www.youtube.com/watch?v=mput_1lVYus

Groch w tym czasie, bardzo lekko osolony, gotuje się jeszcze wolniej obok. Jak tylko będzie miękki i wystudzony, warzywa ugotowane, ryż i kasza w kostce wegetariańskiej także wcześniej na miękko przygotowane, można je wrzucić do sporej miski. Dodaję do nich jeszcze skrojone  i ugotowane grzyby. Wywaru z jarzyn nie wylewam, bo się przyda.Cebulę, białą i czerwoną posiekałam w kostkę i lekko przesmażyłam na oliwie.

2014-12-20 14.12.35

i teraz rzecz najprostsza: wszystkie składniki przepuściłam przez maszynkę do mielenia. Oczywiście można to zrobić blenderem, ale trochę więcej zachodu, a poza tym ja wolę, jak wszystkie składniki są wyczuwalne w strukturze pasztetu. Nie chcę z tego robić papki, jak Shakin Stevens ze świątecznych piosenek. Wszystko zmielone i w misce mieszam z przyprawami, rękoma ugniatam, miażdżę i robię zamieszanie, próbuję oczywiście, czy aby smak nie za mdły. Jeśli mdły, dodaję jeszcze gałkę muszkatołową, i wbijam żółtka z jajek. Białka ubijam na pianę. Dołożę je na samym końcu. Wracam do zamieszania, teraz z żółtkami i bułką tartą oraz dolewam około pół szklanki wywaru z warzyw. Ilość bułki i bulionu zależy od konsystencji.  Musi być zwarta, ale jednak mokra tak, żeby stosunkowo łatwo było przelać do brytfanek. Zanim przeleję, dodaję delikatnie puszystą pianę z białka, i lekko połączę wszystkie ciężkie smaki, zimowe aromaty i powietrzną pianę. Do form wkładam papier do pieczenia i przekładam gotową masę. I już można piec.

2014-12-20 14.27.21

Teraz w temperaturze 170 stopni pasztet potrzebuje około godziny. Mam czas. Przeglądam co tam ciekawego w koszmarnej świątecznej muzyce. Oczywiście w kolekcji tej nie może zabraknąć szlagieru. Bez tego, jak bez Kevina, co to sam został w domu, święta się po prostu nie odbywają

W  tym czasie pasztet się zarumienił,  w domu pachnie, a za oknem deszcz i wichura.

2014-12-20 16.20.33-1

I jeszcze obiecany wcześniej, przepis mojej siostry ciotecznej Urszuli W. gdyż zgody pełnej udzieliła. Po prostu inna wersja bardzo podobnego wege pasztetu. Urszula robi tak:

„Duży por i dwie cebule pokrojone w talarki, 4 ząbki czosnku, zeszklone na niewielkiej ilości oleju. Kilo startej marchewki, pietruszka oraz seler podduszone i dodane do powyższych. Po szklance, przed ugotowałem, kaszy jaglanej i ciecierzycy. Dodane do warzyw. Szklanka pestek słonecznika. Garstka suszonych grzybów dodana do warzyw. Podlewane bulionem (w tym przypadku warzywnym zamrażalnika) Do tego pieprz, sól, ziele, listek laurowy, gałka muszkatołowa, imbir, papryka. Do powyższego dodaje 2 surowe jaja i piekę w 180 stopniach ok 40 minut z termoobiegiem”. O! i taka różnica.

A na koniec tak z innej beczki Pablopavo i Ludziki

Czosnek i Polin

czosnek

Czulent to szabas. Odpoczynek. Siódmy dzień tygodnia. Odwiedziłam w ubiegły szabas Muzeum Historii Żydów Polskich. Imponujące i piękne. Niejeden szabas przyjdzie spędzić, żeby tę historię poznać. Tylko tłum za duży, za mało skupiony, niepotrzebny… Ale zanim jeszcze poszłam poznawać i podziwiać, przygotowałam czulent. A konkretnie jego bezmięsną wersję. I dobrze, że to zrobiłam. Muzealne bistro Besamin pozostawia wiele do życzenia. I nikt mi nie powie, że jedzenie leżące na podgrzewaczu, wciąż może być tak samo smaczne, jak po przyrządzeniu.

W piątek namoczyłam białą fasolę ( także fasola Jaś) i po raz kolejny odkryłam Daktari i ich świetne improwizacje.

…a w sobotę rano zebrałam wszystkie składniki. W kulturze żydowskiej używanie gazu zakazane jest w szabas, dlatego bardzo często przygotowaną potrawę oddawało się do piekarni, aby w piecu dochodziła przez noc z piątku na sobotę i była gotowa na sobotni obiad.

  • fasola Jaś lub biała ( 1-1,5 szklanki)
  • 2 spore cebule białe i jedna czerwona
  • 6 ziemniaków
  • łyżka Planty
  • 1/2 szklanki pęczaku ( może być kasza perłowa)
  • garść granulatu sojowego
  • 2  marchewki
  • 5 ząbków czosnku, 3 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • kilka szklanek bulionu
  • sól, pieprz
  • jajko, mąka pszenna, woda

Fasolę ugotowałam, jednak nie do miękkości. Granulat sojowy namoczyłam w bulionie, odcedziłam nie wylewając bulionu. Obierałam ziemniaki i marchew, czosnek i cebulę i słuchałam sobie Gaamery. Jaka szkoda, że już nie grają razem i nie usłyszę ich na żywo! Pozostaje youtube i soundcloud

2014-11-23 16.46.08

Ziemniaki pokroiłam sobie w dużą kostkę, marchewkę w duże plastry, czosnek także, a cebulę w półkrążki. W zasadzie wszystko gotowe. Zaczynam! Na głębokiej patelni lub w żeliwnym garnku podgrzałam plantę, podsmażyłam lekko cebulę i czosnek. W garnku bądź żaroodpornym naczyniu na cebuli i czosnku warstwami ułożyłam wszystkie składniki: fasolę, ziemniaki, kaszę, granulat oraz ponownie fasolę, cebulę i czosnek, z zielem angielskim i liściem laurowym. Każdą z układanych warstw oprószyłam solą i pieprzem. rozgrzałam piekarnik do 100-120 stopni. I włączyłam Sztetl Quartet. Takie wspaniałe dęciaki!

Teraz już można było całość zalać bulionem, tak aby pokrył wszystkie składniki. Na wierzchu dołożyłam kilka jaj w skorupkach. Szybko zrobiłam najprostsze ciasto z mąki pszennej i  wody . i szczelnie zakryłam ciastem naczynie. Otuliłam, zakleiłam, zamknęłam zapachy i smaki na dobre.

czulent 2

W elektrycznym piekarniku można dodatkowo i zazdrośnie zamknąć aromaty w gazecie i owinąć sznurkiem. W gazowym odradzam, chyba że fajne chłopaki ze straży pożarnej rezydują niedaleko, a sąsiedzi są bardzo wyrozumiali.

Czulent piecze się bardzo długo w dość niskiej temperaturze. Ten jest wersją bezmięsną i nie potrzebuje aż tyle czasu. 3 godziny mu wystarczą, a w tym czasie Frozen Bird ansambl zabrał mnie daleko stąd, gdzie jeszcze nie byłam…

https://soundcloud.com/fonografika/frozen-bird-bastards

czulent 3

… i zadzwonił alarm od piekarnika. Czas na czulent, czas świętować szabas, tylko jak jest gorący i prosto z pieca. Podobno ciasto się wyrzuca, ale w nim zgromadziło się tyle smaków, tyle aromatów, bliskich i dalekich, znajomych i obcych – musiałam go zjeść. Było warto poczekać, było warto się nie spieszyć. I jeszcze raz posłuchać Sztetl Quartet

Burak i Wschód

burak

Byłam niedawno w Moskwie. O samych wrażeniach może innym razem, ale natychmiast po powrocie zrobiłam barszcz. Wcześniej rozmawiałam z moją Białoruską koleżanką od lat mieszkającą we Włoszech o jedzeniu, o tym którego najbardziej jej brakuje. Wymieniła świeże ogórki i buraki pod jakąkolwiek postacią. Nigdy o tym nie myślałam, że buraki są tak popularne tylko na wschód od nas, a na zachodzi tak trudno znaleźć dla nich poważanie. I pomiędzy tym wszystkim, odbyło się spotkanie autorskie z Andrzejem Stasiukiem promujące książkę „Wschód”. Inaczej być nie mogło, musiał pojawić się ten złożony, wielosmakowy wschód w garnku. Barszcz – buraczana zupa. Ani nie ukraiński, ani nie zwykły czerwony, czysty. Taki pomiędzy. Z nutą orientu. Ze słodkim i kwaśnym, z ostrym i słonym. Wszystko razem. Wszystko, co trzeba. Wszystkie smaki zza wschodniej granicy…

Składniki:

upieczone w piekarniku, nieobrane buraki

marchewka pokrojona w grubą kostkę

fasola czerwona ( może być z puszki)

upieczona, pokrojona w duże kawałki dynia maślana

nasiona kardamonu,

sól morska, pieprz czarny

czosnek

marynowana w oliwie cytryna ( ćwiartka)

świeża, ostra papryczka chili

sok z cytryny

ziele angielskie

suszony liść curry

oliwa

1

Buraki spokojnie, w skórkach, skropione oliwą i posypane solą morską, otulone aluminiową folią, piekły się w wysokiej temperaturze. Około godziny. Ale wszystko zależy od ich wielkości. W naczyniu żaroodpornym obok, pokrojona i obrana dynia, pokropiona oliwą, posypana troszkę solą i kawałkami chili, także piecze się do prawie zupełniej miękkości, ale tak aby się nie rozpadała. Potrzebuje znacznie mniej czasu niż buraki. Niech się spokojnie pieką….

Nie miałam zbyt wiele czasu, żeby zobaczyć filmy na WFF. Ale jeden mi się udało. Niesamowity dokument o syberyjskim punk rocku. Zabawny, i straszy. Ze świetną muzyką. Janka Diagilewa

https://www.youtube.com/watch?v=ZYbIl7TOgQc

jak ta sama idea z różnych powodów niezależnie powstaje w odmiennych warunkach i na dwóch końcach świata..

No dobra. W czasie gdy muzyka grała, buraki i dynia się piekły, jarzynowy wywar powstawał. Obrane ze skórki i pokrojone w gruba kostkę buraki można było do niego wrzucić po wyjęciu całej włoszczyzny. I dalej wszystko gotujemy. Po drodze wpada rozgniecione ziarno kardamonu, liść curry i ziele angielskie, czosnek i odrobina soli w razie potrzeby. Do garnka dodatkowo ucieramy na grubej tarce obraną marchewkę. I spokojnie, powoli gotujemy. Wokół niezbyt spokojnie, bo słychać Grażdanską Oboronę

Skończyło się kilka utworów i można już dosypać czerwona fasolę ( uprzednio ugotowaną lub z puszki) i wlać sok z cytryny. Kropla oliwy, ćwiartka marynowanej w oliwie cytryny. Jeszcze z 20 minut. Zupa gotowa, rewolucja w głowie rozpoczęta, a na talerzach jeszcze tylko dodatek z dyni pieczonej ułożonej na wierzchu. I wszystkie smaki się uzupełniają

burak RUS

a jeśli o wschodzie była mowa, dla mnie nie może zabraknąć Armii. Od zawsze w podróży na wschód…

https://www.youtube.com/watch?v=oTsCHftzWB0

Burak, bób i bimber party

Zacznijmy od jedzenia, które zniknęło zanim sprawdziłam, jak wyszło. Dlatego nie będzie ani zdjęcia, ani typowego gastro – porno. Będzie przepis i tyle na początek:

  • 4 ugotowane buraki
  • puszka bobu
  • świeże zioła: melisa, mięta i bazylia
  • ostra czerwona papryka i średnio ostra, zielona węgierska
  • świeży korzeń imbiru
  • czosnek
  • limonka
  • oliwa z oliwek
  • ocet winny ( z białego wina)
  • sól morska i pieprz czarny

Buraki ugotowałam tylko dlatego, ze nic innego nie było w domu. Wróciłam właśnie z Budapesztu, z kilkoma zielonymi papryczkami w walizce. Puszka bobu stała w szafce, na szczęście gotowa właśnie na taki moment. Obrałam go ze skórek i zamarynowałam na 2-3 godziny w soku z limonki i oliwą ze świeżym, drobno pokrojonym korzeniem imbiru i solą morską. Pokrojenie buraków, obranych i ugotowanych na cienkie plastry zajmuje kilka minut. Skropiłam oliwą, octem winnym, posypałam solą i dodałam posiekane zioła i ostrą, czerwoną paprykę. No i czosnek – obowiązkowo – posiekany nie zmiażdżony ( mój idol Anthony Bourdain, mówi, że nie ma sensu go mordować i wyciskać zeń całego soku – i ja się z nim w pełni zgadzam). Buraki w pudełku sobie leżą i się marynują. Żałowałam, że nie mam koziego sera albo chociaż Halloumi. Ser zawsze świetnie się uzupełnia z burakami. Ale czasu na zakupy już nie było. Zabrałam pojemniki i pojechałam na Ogrodową. Bimber już się kończył, zdążyłam jeszcze spróbować pysznego tatara z łososia. Wyjęłam buraki na płaski talerz, posypałam bobem i poszłam zapalić. Jak wróciłam do kuchni na talerzu poniewierały się pojedyncze ziarenka bobu umorusanego w burakach. Za chwilę ktoś zlikwidował i te smętne resztki. Nie wiem jak smakowało, ale zakładam, że nieźle.

PS: A piękne i smaczne miejsce, które ponownie odwiedziłam w Budapeszcie znajduje się na Kiraly utca 21, Goamama Coffee

15788_10152725037183901_1180885259949772242_n

.