Smarowidło, ale nie powidło.

hummus

Dawno mnie tu nie było. Tak się złożyło. Jednak i muzyka cały czas była, i jedzenie, i gotowanie… zaczęło się od buraczanej sałatki na pewnej imprezie z bimbrem. Znowu był bimber. I  muzyka. I jedzenie – no ale to akurat wiadomo, bo święta.

Ale nie świątecznie będzie. Tylko tak, po prostu. I tak łatwo i ładnie. ” If the music was that easy”

https://www.youtube.com/watch?v=rOnBuq8ogh8

Nie tylko muzyka łatwa i przyjemna. Rzeczone smarowidło także. Po prostu moje wariacje na temat hummusu. Choć właściwie hummusem już chyba nie można tego nazwać. A może i można. Nie wiem czy legendarny hummusu wynalazca, sułtan Saladyn byłby ze mnie dumny. Ale jako że wyprawami krzyżowymi się parał, za nic mam jego zdanie na ten temat. I zwykle robię tak:

2015-01-09 10.57.19

Smarowidło 1. Hummus opcja pierwsza:

  • słodki ziemniak ( batat) lub dynia piżmowa
  • pasta Tahini jasna
  • kilka ząbków czosnku
  • cytryna
  • oliwa
  • sumak
  • papryka suszona w proszku
  • listki świeżego carry
  • sól morska
  • filiżanka lodowatej wody

Zawinięty w aluminiową folię batat ( pokrojony w duże kawałki i w skórce, jeśli zaś jest to dynia – obrana ze skóry, pokrojona i bez pestek), pokropiony oliwą, posolony, z czosnkiem i liśćmi curry zamknięty w gorącym piekarniku zostaje tam, aż będzie bardzo miękki. Trochę to trwa. Musi się prawie rozpadać.

batat 2

Akurat Bonobo na ten czas nadaje się idealnie

Potem jeszcze Kieślowski vs Skalpel „Tramwaj so far”, a właściwie to można włączyć cały ” Transit”. Będzie pewność, że miękkość odpowiednią batat osiągnie. Teraz trzeba go wystudzić. Obrać ze skórki. Dołożyć ząbki czosnku, przyprawy, trochę oliwy. Kilka łyżek pasty Tahini ( na około 2 duże słodkie ziemniaki – 3 duże łyżki pasty). Sok z jednej cytryny wyciśnięty, bez pestek, złagodzi słodycz ziemniaka czy dyni piżmowej. „Rozpuści” też orzechowy smak pasty. I jeszcze kilka liści świeżego curry. Jest dość ostre. Więc wszystko zależy, jaki kaliber ma mieć hummus.

2015-04-06 19.04.31-2

Trochę dodanej oliwy doda gładkości. I można wszystko zmiksować. W Jadłomanii wyczytałam, że dodanie pół filiżanki mocno schłodzonej wody w trakcie miksowania, spowoduje, że hummus jest jeszcze bardziej aksamitny. To prawda! Jak biały piasek na plaży. I jak Tycho

Na wierzchu można jeszcze skropić pastę oliwą, posypać sumakiem lub natką pietruszki. I szama gotowa.

batat humus-1

Smarowidło 2. Hummus opcja druga

  • buraki
  • pasta Tahini ciemna
  • cytryna
  • świeży korzeń chrzanu
  • sól
  • czosnek
  • oliwa

burak humus

W sumie nic prostszego. Procedura ta sama – burak pokrojony i pieczony z oliwą i solą. Długo pieczony. Burak zawsze lubi długo się piec. Można cały album Tycho „Dive” przesłuchać, poprawić Bonobo-Nicolas Jaar – Chet Faker 1:51 set. Z pewnością będzie gotowy. A dalej bez zmian – pasta Tahini ciemna – intensywniejsza w smaku, cięższa. Do tego sok z cytryny, utarty kawałek korzenia chrzanu koniecznie świeżego. Oliwa, czosnek i znowu trochę lodowatej wody. I gotowe. Queen Verona chyba potwierdzi. Z jakiegoś powodu, nigdy nie udało mi się zrobić mu zdjęcia.

Smarowidło 3. Smalec wege

W sumie to robię go od dawna. Ale jakoś zawsze jest trochę za twardy, słabo się rozsmarowuje, chociaż smaku mu to nie ujmuje. Łukasz ma chyba lepszy sposób, choć twierdzi, że smalec bierze od babci, a opakowanie zamienia na wege. Kiedyś pamiętam jadłam Lesia smalec w Galerii Domowej ( tak się to chyba nazywało – rany boskie wieki temu to było). I to był najlepszy wege smalec w moim życiu. A może okoliczności żoliborsko-nocne temu sprzyjały? kto wie…

  • Planta
  • cebula biała i czerwona
  • masło klarowane
  • prażona cebulka
  • granulat sojowy ( namoczony w gorącym wege bulionie i bardzo solidnie odcedzony)
  • jabłko
  • majeranek, sól i pieprz czarny
  • czosnek
  • opcjonalnie kurki, pieczarki czy co tam w duszy gra

The Sound Defects ” The iron horse” jak znalazł tło doskonałe do smalcu stanowić może: rozpuści, popłynie, poszybuje, zaskwierczy. Klarowanym masłem z drobno posiekaną cebulą białą i czerwoną zaskwierczy. Planta rozpuszczana popłynie, a w niej podryfują posiekane jabłko, granulat, przyprawy i grzyby ( jeśli taki nastrój jest). Wszystko kilkanaście minut się smaży, powoli i bez pośpiechu. Na koniec jeszcze czosnek drobno pokrojony, cebulka prażona w ostatniej chwili. I świeże chili, jak ktoś lubi podkręcić niczym The Sound Defects w 13 minucie albumu. Pozostaje zlać do naczynia gorącą całość i poczekać aż wystygnie. Nim to się stanie, można kilka razy wymieszać, zamieszać i siać zamęt.

I zamknąć jak się zaczęło – sceną tańca z filmu „Salto” Tadeusza Konwickiego z muzyką Wojciecha Kilara

https://www.youtube.com/watch?v=Sm8cugN66cY

Ratunek przychodzi z kuchni

zupa

Pierwszy dzień roku to często jednak bolesne przeżycie. I nie mam tu na myśli egzystencjalnego bólu, tylko ten bardziej prozaiczny. Ośrodek sterowania szwankuje, herbata, która wczoraj smakowała zwyczajnie, jest najpyszniejszym napojem na świecie. Tak, tak. Można to przeczekać. Na szczęście w dniu dzisiejszym nie ma pośpiechu. Łagodne dźwięki mogą pomóc, mogą nawet uwolnić „Get free” – cover nagrany przez Mazolewski Quintet

Poza muzyką, dobra i odpowiednia strawa przychodzi na ratunek. A zupa jest tu nieoceniona.

Jeśli zdarzyło się tak, że na jesieni zrobiliście kiszone ogórki, a może także kurki ( i rym częstochowski jest w nowy rok), teraz jest właściwa pora, aby ich użyć! Zwyczajne zjedzenie oczywiście wydaje się być najprostszym rozwiązaniem.

2012-09-22 15.22.41

Ale chwileczkę, poza pójściem na łatwiznę, lepiej wykorzystać to, co się ma i smakowicie przeczekać ten szary dzień, po kolorowym szaleństwie wczoraj. Kilka opcji zaiste prostych i skutecznych. Zależy, co zalega w lodówce.

1. Zupa ze świeżych ogórków: 5 małych ( jeśli duże, szklarniowe, to jeden) świeżych ogórków. Duży wypestkowany, małe nie. Pokrojone w malutką kostkę. Na patelni, na maśle razem z czosnkiem i ostrą papryką lekko uduszony. Uwalnia się piękny zapach. Lato niesie. Do garnka z wywarem warzywnym wędrują ogórki z przyprawami. Lekko się i powoli gotują, popieprzone i z sokiem z połowy cytryny. No dziś to może nawet z więcej niż połową. Chwilę się gotuje, smaki przenikają. I jak palnik już pod nią wyłączony, dodaję dwie łyżki tłustej śmietany. Powoli, delikatnie, nie może się zwarzyć. Pycha, od razu lepiej. I pięknie gra Wojtek M. nadal z albumu Polka – Paris.

kac zupa

2. Kac-zupa Rumuńska. Kwas z kapusty kiszonej lub ogórków ( z kiszonej lepszy, bo delikatniejszy). Z braku kwasu, można opcjonalnie na koniec zaprawić zupę nie dużą ilością octu winnego ( białego). Wywar z warzyw, czysty. Jedna z marchewek pokrojona w półplasterki zostaje w zupie. dolewam kwasu, aż kwaśność satysfakcjonująca będzie. Chwilę gotuję z pieprzem. Wyłączoną zupę powoli i solidnie zaprawiam tłustą śmietana ( do kubka wlewam śmietanę i stopniowo, łyżkami dodaję zupę cały czas mieszając. Gdy śmietana będzie ciepła od zupy, dobrze zmieszana, mogę powoli przełożyć ją do garnka z zupą). jeszcze chwilę całość zagrzewam. A w miseczce dodaję lekko obsmażone wędzone tofu i szczypiorek.

carry red

3. Poziom zaawansowany – Zupa z czerwonym curry. Wywar warzywny na ostro z czosnkiem i papryczką chilli świeżą ( jej ostrość w zależności od intensywności ostatniej nocy) gotuję. Warzywa z bulionu wyjęte. Dodałam czerwoną cebulę pokrojoną w pióra, uduszoną z odrobiną soli i miodu. Rozpuszczam pastę red curry w zupie, dolewam małą puszkę mleka kokosowego, sok z jednej limonki. Bulgocze sobie pięknie, ja wspominam wczorajsze tańce z słuchając jednego z moich ulubionych kawałków Davida Bowie „Let’s dance” i kroję jednego pomidora obranego ze skórki. Na koniec gotowania wrzucam go do zupy razem z dwoma garściami małych listków szpinaku. I gotowe. Oj jak pięknie rozgrzewa. Jak gorączka sobotniej nocy 😉

koktajl

4.  A jeśli ktoś lubi mniej drastyczne rozwiązanie – koktajl warzywno – owocowy może wystarczyć. Woda niegazowana,  Garść liści małego szpinaku, sok z pomarańczy, łyżka miodu, parę liści bazylii i trochę soku z cytryny. Lub: banan, pęczek szałwii i mięty świeżej, sok z jednego czerwonego grejpfruta, syrop z agawy. Oczywiście wszystko zmiksowane. Lepiej? Jak nie, to zawsze można postawić na starą, dobrą pomidorówkę z ryżem? makaronem? I tanecznym krokiem wstąpić w nowy rok

Jakby do świąt blisko, część druga.

choinka

Jak obiecałam, tak i uczynię. Przygotowania co prawda idą spokojnie. Nie daję się porwać świątecznej gorączce. W rytm standardów obowiązujących w okresie świątecznym – przepis na pasztet. Ale najpierw, bo niektórzy w drodze, Chris Rea

https://www.youtube.com/watch?v=THcbQyFtCqg

Pasztet nr. 1

ćwierć kilograma ugotowanego grochu ( jeśli jest łuskany, nie trzeba go moczyć wcześniej)

1/4 szklanki ryżu i tyle samo kaszy jaglanej

4 pieczarki ( ja wolę ugotowane suszone grzyby)

20 dkg cebuli białej

2 cebule czerwone

włoszczyzna ( pół selera, 2 marchewki, 1 por)

garść bułki tartej

3 ząbki czosnku

2 jajka

sól, pieprz, zmielone kulki jałowca, kminek, majeranek i papryka ostra.

Włoszczyzna z solą, liściem laurowym i pieprzem musi się spokojnie gotować, jak bulion, niespiesznie i przy dobrych dźwiękach. Jon Bon Jovi ( Suzi się ucieszy) pobuja wywar nastrojowo

https://www.youtube.com/watch?v=mput_1lVYus

Groch w tym czasie, bardzo lekko osolony, gotuje się jeszcze wolniej obok. Jak tylko będzie miękki i wystudzony, warzywa ugotowane, ryż i kasza w kostce wegetariańskiej także wcześniej na miękko przygotowane, można je wrzucić do sporej miski. Dodaję do nich jeszcze skrojone  i ugotowane grzyby. Wywaru z jarzyn nie wylewam, bo się przyda.Cebulę, białą i czerwoną posiekałam w kostkę i lekko przesmażyłam na oliwie.

2014-12-20 14.12.35

i teraz rzecz najprostsza: wszystkie składniki przepuściłam przez maszynkę do mielenia. Oczywiście można to zrobić blenderem, ale trochę więcej zachodu, a poza tym ja wolę, jak wszystkie składniki są wyczuwalne w strukturze pasztetu. Nie chcę z tego robić papki, jak Shakin Stevens ze świątecznych piosenek. Wszystko zmielone i w misce mieszam z przyprawami, rękoma ugniatam, miażdżę i robię zamieszanie, próbuję oczywiście, czy aby smak nie za mdły. Jeśli mdły, dodaję jeszcze gałkę muszkatołową, i wbijam żółtka z jajek. Białka ubijam na pianę. Dołożę je na samym końcu. Wracam do zamieszania, teraz z żółtkami i bułką tartą oraz dolewam około pół szklanki wywaru z warzyw. Ilość bułki i bulionu zależy od konsystencji.  Musi być zwarta, ale jednak mokra tak, żeby stosunkowo łatwo było przelać do brytfanek. Zanim przeleję, dodaję delikatnie puszystą pianę z białka, i lekko połączę wszystkie ciężkie smaki, zimowe aromaty i powietrzną pianę. Do form wkładam papier do pieczenia i przekładam gotową masę. I już można piec.

2014-12-20 14.27.21

Teraz w temperaturze 170 stopni pasztet potrzebuje około godziny. Mam czas. Przeglądam co tam ciekawego w koszmarnej świątecznej muzyce. Oczywiście w kolekcji tej nie może zabraknąć szlagieru. Bez tego, jak bez Kevina, co to sam został w domu, święta się po prostu nie odbywają

W  tym czasie pasztet się zarumienił,  w domu pachnie, a za oknem deszcz i wichura.

2014-12-20 16.20.33-1

I jeszcze obiecany wcześniej, przepis mojej siostry ciotecznej Urszuli W. gdyż zgody pełnej udzieliła. Po prostu inna wersja bardzo podobnego wege pasztetu. Urszula robi tak:

„Duży por i dwie cebule pokrojone w talarki, 4 ząbki czosnku, zeszklone na niewielkiej ilości oleju. Kilo startej marchewki, pietruszka oraz seler podduszone i dodane do powyższych. Po szklance, przed ugotowałem, kaszy jaglanej i ciecierzycy. Dodane do warzyw. Szklanka pestek słonecznika. Garstka suszonych grzybów dodana do warzyw. Podlewane bulionem (w tym przypadku warzywnym zamrażalnika) Do tego pieprz, sól, ziele, listek laurowy, gałka muszkatołowa, imbir, papryka. Do powyższego dodaje 2 surowe jaja i piekę w 180 stopniach ok 40 minut z termoobiegiem”. O! i taka różnica.

A na koniec tak z innej beczki Pablopavo i Ludziki

Jakby do Świąt blisko, część pierwsza.

słoik

Nie da się chyba od tego uciec. Tym razem nie wyjeżdżam na święta, więc tym bardziej nie ma szans na uniknięcie wszechogarniającej, atakującej w każdym aspekcie, disnejowskiej, ogłupiającej świątecznej gorączki przygotowań i różnych tandetnych uniesień z tym związanych. W związku z brakiem innego rozwiązania, spróbuję to znieść z godnością i przynajmniej po swojemu.

Nastawiłam zakwas na barszcz czerwony. Razem z moją ulubioną sceną, a jednocześnie chyba rolą życia Hugh Granta, zaczęłam przygotowania. Tak, tak. Też zdarza mi się w święta oglądać „Love Actually”.

http://www.dailymotion.com/video/x18g3q7_the-prime-minister-dances-from-love-actually-2003_shortfilms

Buraki pokrojone w dość duże kawałki, obrane i umyte uprzednio.

liść laurowy

czosnek

ziele angielskie

skórka od razowego chleba

osolona woda (nieco mniej słona niż do ogórków kiszonych)

ziarna czarnego pieprzu

kawałek korzenia imbiru lub chrzanu ( według uznania)

jałowiec

burak święta 1

(proporcje mogą być takie: pół kilograma buraków, około litra wody, 2 łyżeczki soli niejodowanej, a reszta według własnego smaku).

Buraki układam w słoiku (lub kamionce) przekładając przyprawami i wszystkimi dodatkami. W przyprawach wybieram pomiędzy łagodnością, jak Norah Jones w „Turn me on” lub pikantnym d’Angelo w „Untitled”

słoik 2

Zalewam przegotowaną, prawie gorąca wodą z solą i przyciskam buraki w słoiku. Niech się cisną i przytulają, a w środę ugotuję barszcz. A jak nie ugotuję, to zleję zakwas do butelki i zostawię w lodówce. I jak już będzie mi się chciało, ugotuję zupę. Stop! Buraków zakiszonych nie wyrzucam. Będzie świetna przekąska, albo i dodatek do sałatki…. zobaczymy.

Na razie włączę jeszcze raz d’Angelo

https://www.youtube.com/watch?v=mcQ83tOZ4Wk

bo tak fajnie buja, a przygotowania stają się mniej stresujące. Przygotowania do pasztetu czas zacząć! Z grochu, gotowanych warzyw, korzennych przypraw…pięknie rumiany i wilgotny wyszedł w zeszłym roku. Może i tym razem się uda. Co prawda Urszula, moja cioteczna siostra w tym roku mnie wyprzedziła, ale jak się zgodzi to jej przepis też tu zdradzę.pasztet

Trochę od tego gotowania zgłodniałam, więc na szybko robię marchwiową zupę z imbirem i pomarańczą. Kilka marchewek wrzuconych do garnka gotuję aż do miękkości z solą, kawałkiem fenkułu, ząbkiem czosnku i kawałkiem korzenia imbiru. W tym czasie trochę pobuja mnie Natalia Przybysz

A marchewki się ugotowały, miksuję je dodając soku z połówki pomarańczy. Jest kwaśna, więc łyżeczka miodu i jeszcze trochę oliwy. Obok na patelni rozpuszczam klarowane masło i wsypuję do niego konkretną porcję suszonego imbiru. Tylko chwilę wolności daję jego aromatowi i szybko wrzucam w objęcia marchewki. Miksuję  i mieszam, mącę i ogrzewam. I za chwilę pyszna zupa, pomarańczowa jak letni, kiczowaty zachód słońca, jest gotowa. Posłucham jeszcze trochę miękkich, mruczących dźwięków…

marchew kawałkiIMG_20121106_234817Beznazwy-1

Zima, kalafior i boczniaki

kalafior

To nie jest dobry czas. Szaro, ponuro. Wszystko idzie nie tak jak powinno. Wokół. Szkoda, że nie da się tego przespać. Serio, w takich momentach chciałabym być niedźwiedziem. Cóż, może w innym życiu. Spróbuję to tu i teraz uczynić przynajmniej minimalnie przyjemniejszym. Czas niby przedświąteczny, ale jeszcze nic świątecznego nie będzie.

Muzyka zawsze potrafi zmienić aurę wokół. Zaczęłam więc od mojego ostatniego odkrycia –  Seu Jorge z jedną z pierwszych jego płyt. Dużo na niej coverów, ale jakiś takich nieoczywistych. No i gdzieś snuje się ta południowoamerykańska melancholia? smutek? sentymentalizm? nie wiem jak to nazwać.

W  tym czasie gotuję kalafiora, niezupełnie na miękko, nie tak, by się rozpadał. Jest już wieczór, więc za późno na obiad. Kalafior jest lekki, a żeby był bardziej wyrazisty, obsmażam pokrojone na płasko duże kawałki na maśle z kuminem.

2014-12-01 20.21.00-1

Wrzucam na patelnię także kromki chleba na pozostały tłuszcz, tylko chwilę, żeby go wchłonęły i były ciepłe. Słuchając dalej Seu, w pięknym coverze Bowiego „Life on Mars”, kroję pomidora, trochę bazylii z doniczki na szarym parapecie, kiszonego ogórka. Już na talerzu skrapiam oliwą, solę i pieprzę, dodaję odrobinę soku z pomarańczy, niech będzie choć chwila słońca. I jeszcze dip: jogurt naturalny, musztarda z miodem, sok z cytryny i świeżo zmielony pieprz.

kalafior 2

2014-12-01 20.37.43-1

I można uznać, że to pyszna kolacja, a do tego zielona herbata, ze świeżą gałązką rozmarynu, miodem, ćwiartką cytryny i Seu Jorge „Tive razao”…

Drugą dobrą na krótkie dni i kiepski sezon warzywny opcją, tym razem do przygotowania sobie wieczorem  na obiad do pracy, są kotlety z boczniaków. Bardzo grzyby owe niedocenione są, a wspaniałe rzeczy można z nimi zrobić!

Pozostając w południowym klimacie, tak odmiennym od tego za oknem słucham Perota Chingo

a w tym czasie przygotuję składniki:

1 opakowanie boczniaków dość grubo posiekanych

1 czerwona cebula

1 marchewka

kilka gałązek rozmarynu, oliwa, sól, pieprz

kostka oliwy z ziołami ( przygotowuję je w pojemniku na lód z posiekanymi ziołami zawsze przed zimą)

pół cukinii posiekanej w paski

czosnek, ostra, świeża papryczka, kurkuma, nasiona kolendry

jajko, bułka tarta

kotlety

Grzyby duszę na oleju z pestek winogron z cebulą, tak aby odparowała z nich woda. Dodaję cienko pokrojoną marchewkę. Włączam muzykę z „Miasta Boga” i czekam, aż wyparuje płyn. Jeszcze trochę ziół w oliwie i rozmaryn.

Za oknem leje deszcz. Jest grudzień. Pokój wypełniają ciepłe i jakoś smutne dźwięki. A Transa – Cidade de Deus. Grzyby są już gotowe. W misce dodaję resztę składników: cukinię, przyprawy, jajko i odrobinę bułki tartej. Muszę wszystko dobrze wymieszać i zmiksować, ale nie na zupełną miazgę.

2014-12-03 09.15.23-1

2014-12-03 09.26.43-1

Grzeję patelnię z olejem z pestek winogron, formuję nieduże kotlety i smażę z obu stron. Układam na papierze, żeby wyciekły resztki tłuszczu. Można je zjeść na ciepło, lub z chlebem na zimno, a całość dopełni dip z harissą: jogurt grecki, harissa, odrobina miodu i soku z cytryny. Harissa ma w sobie słońce, drobinki piasku  i odległe wspomnienie z innych miejsc. Na chwile udało się zapomnieć o deszczu na zewnątrz…

2014-12-03 10.12.56-1

Jedzenie, wino i przyjaciele

ziemniak

Zdarza się tak, że smak i zapach przenoszą Cię w inne miejsce. Daleko albo blisko.

Ale od początku. Odwiedziłam niedawno przyjaciół. Znamy się od baaardzo dawna, a za każdym razem czekam z niecierpliwością, co tym razem Suzi przygotuje. To znaczy, ze spotkania się cieszę i z rozmowy, ale na myśl o nowych smakach także. Siedziałam tam i jadłam, a wokół robiło się cieplej, jakby bardziej słonecznie, miło i leniwie. Czy to masło orzechowe, czy mleko kokosowe? Może jarmuż albo kurkuma sprawiły, że zagrał mi w głowie Major Lazer

Próbowałam to powtórzyć wczoraj. No z małymi modyfikacjami ( brak wszystkich produktów). Nie było tak pysznie, ale spełniło zadanie. Zimny listopadowy dzień był odrobinę mniej ponury.

Wersja 1 (uproszczona)

ziem

kasza gryczana – garść

ziemniaki obrane i pokrojone w dużą kostkę

brokuł

cebula

pomidor

2 łyżki masła orzechowego

kurkuma, ostra suszona, mielona papryka, cynamon, kumin, oliwa

Na podgrzaną oliwę wrzuciłam wypłukaną kaszę. Po chwili prażenia z cebulą, czosnkiem i kuminem, odstawiłam na bok i zalałam wodą oraz lekko posoliłam. Całość wróciła na palnik, dorzuciłam piękne kostki ziemniaków, małe „różyczki” brokuła oraz przyprawy i masło orzechowe. Zakrywam te gorące i egzotyczne aromaty pokrywką, żeby dusiły się na wolnym ogniu. W cieple, w bujających rytmach, jak pod palmą na gorącym piasku

Ziemniaki były już prawie miękkie. Przyszedł czas na pomidora pokrojonego w kostkę i odrobinę soku z cytryny. Jeszcze chwila i zapach otulił całe mieszkanie – orzechy i papryka, cynamon i kumin. Już nie był listopad, tylko środek upalnego lata.

2014-11-29 17.11.14

A skoro lato, to trochę zieleni. Tuż przed zdjęciem z kuchenki dodałam małe liście szpinaku. i całość podana z gęstym jogurtem. I tak pięknie muzyka mruczy, pachnie i smakuje jedzenie…

https://www.youtube.com/watch?v=MuxMCsZP5OA

2014-11-29 17.29.07

I jeszcze podam oryginalny przepis.

Wersja 2 ( podstawowa)

ziemniaki

cebula, czosnek, oliwa

pomidory

masło orzechowe

mleko kokosowe

gruby szczypior

cynamon, kumin, pieprz cayenne, kurkuma ( odrobina)

Wszystko duszone przez 30 min. a na koniec dodany pokrojony jarmuż i szpinak.I posypane prażonymi orzechami. I wspaniała, pachnąca całość!

I był jeszcze pyszny bakłażan, i hummus, i rozmowy, a Wojtek polewał wino, zmieniał muzykę, i jakby listopad zrobił się cieplejszy i odrobinę bardziej znośny. W końcu od tego są przyjaciele…

2014-11-29 17.30.16

Czosnek i Polin

czosnek

Czulent to szabas. Odpoczynek. Siódmy dzień tygodnia. Odwiedziłam w ubiegły szabas Muzeum Historii Żydów Polskich. Imponujące i piękne. Niejeden szabas przyjdzie spędzić, żeby tę historię poznać. Tylko tłum za duży, za mało skupiony, niepotrzebny… Ale zanim jeszcze poszłam poznawać i podziwiać, przygotowałam czulent. A konkretnie jego bezmięsną wersję. I dobrze, że to zrobiłam. Muzealne bistro Besamin pozostawia wiele do życzenia. I nikt mi nie powie, że jedzenie leżące na podgrzewaczu, wciąż może być tak samo smaczne, jak po przyrządzeniu.

W piątek namoczyłam białą fasolę ( także fasola Jaś) i po raz kolejny odkryłam Daktari i ich świetne improwizacje.

…a w sobotę rano zebrałam wszystkie składniki. W kulturze żydowskiej używanie gazu zakazane jest w szabas, dlatego bardzo często przygotowaną potrawę oddawało się do piekarni, aby w piecu dochodziła przez noc z piątku na sobotę i była gotowa na sobotni obiad.

  • fasola Jaś lub biała ( 1-1,5 szklanki)
  • 2 spore cebule białe i jedna czerwona
  • 6 ziemniaków
  • łyżka Planty
  • 1/2 szklanki pęczaku ( może być kasza perłowa)
  • garść granulatu sojowego
  • 2  marchewki
  • 5 ząbków czosnku, 3 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • kilka szklanek bulionu
  • sól, pieprz
  • jajko, mąka pszenna, woda

Fasolę ugotowałam, jednak nie do miękkości. Granulat sojowy namoczyłam w bulionie, odcedziłam nie wylewając bulionu. Obierałam ziemniaki i marchew, czosnek i cebulę i słuchałam sobie Gaamery. Jaka szkoda, że już nie grają razem i nie usłyszę ich na żywo! Pozostaje youtube i soundcloud

2014-11-23 16.46.08

Ziemniaki pokroiłam sobie w dużą kostkę, marchewkę w duże plastry, czosnek także, a cebulę w półkrążki. W zasadzie wszystko gotowe. Zaczynam! Na głębokiej patelni lub w żeliwnym garnku podgrzałam plantę, podsmażyłam lekko cebulę i czosnek. W garnku bądź żaroodpornym naczyniu na cebuli i czosnku warstwami ułożyłam wszystkie składniki: fasolę, ziemniaki, kaszę, granulat oraz ponownie fasolę, cebulę i czosnek, z zielem angielskim i liściem laurowym. Każdą z układanych warstw oprószyłam solą i pieprzem. rozgrzałam piekarnik do 100-120 stopni. I włączyłam Sztetl Quartet. Takie wspaniałe dęciaki!

Teraz już można było całość zalać bulionem, tak aby pokrył wszystkie składniki. Na wierzchu dołożyłam kilka jaj w skorupkach. Szybko zrobiłam najprostsze ciasto z mąki pszennej i  wody . i szczelnie zakryłam ciastem naczynie. Otuliłam, zakleiłam, zamknęłam zapachy i smaki na dobre.

czulent 2

W elektrycznym piekarniku można dodatkowo i zazdrośnie zamknąć aromaty w gazecie i owinąć sznurkiem. W gazowym odradzam, chyba że fajne chłopaki ze straży pożarnej rezydują niedaleko, a sąsiedzi są bardzo wyrozumiali.

Czulent piecze się bardzo długo w dość niskiej temperaturze. Ten jest wersją bezmięsną i nie potrzebuje aż tyle czasu. 3 godziny mu wystarczą, a w tym czasie Frozen Bird ansambl zabrał mnie daleko stąd, gdzie jeszcze nie byłam…

https://soundcloud.com/fonografika/frozen-bird-bastards

czulent 3

… i zadzwonił alarm od piekarnika. Czas na czulent, czas świętować szabas, tylko jak jest gorący i prosto z pieca. Podobno ciasto się wyrzuca, ale w nim zgromadziło się tyle smaków, tyle aromatów, bliskich i dalekich, znajomych i obcych – musiałam go zjeść. Było warto poczekać, było warto się nie spieszyć. I jeszcze raz posłuchać Sztetl Quartet

Burak i Wschód

burak

Byłam niedawno w Moskwie. O samych wrażeniach może innym razem, ale natychmiast po powrocie zrobiłam barszcz. Wcześniej rozmawiałam z moją Białoruską koleżanką od lat mieszkającą we Włoszech o jedzeniu, o tym którego najbardziej jej brakuje. Wymieniła świeże ogórki i buraki pod jakąkolwiek postacią. Nigdy o tym nie myślałam, że buraki są tak popularne tylko na wschód od nas, a na zachodzi tak trudno znaleźć dla nich poważanie. I pomiędzy tym wszystkim, odbyło się spotkanie autorskie z Andrzejem Stasiukiem promujące książkę „Wschód”. Inaczej być nie mogło, musiał pojawić się ten złożony, wielosmakowy wschód w garnku. Barszcz – buraczana zupa. Ani nie ukraiński, ani nie zwykły czerwony, czysty. Taki pomiędzy. Z nutą orientu. Ze słodkim i kwaśnym, z ostrym i słonym. Wszystko razem. Wszystko, co trzeba. Wszystkie smaki zza wschodniej granicy…

Składniki:

upieczone w piekarniku, nieobrane buraki

marchewka pokrojona w grubą kostkę

fasola czerwona ( może być z puszki)

upieczona, pokrojona w duże kawałki dynia maślana

nasiona kardamonu,

sól morska, pieprz czarny

czosnek

marynowana w oliwie cytryna ( ćwiartka)

świeża, ostra papryczka chili

sok z cytryny

ziele angielskie

suszony liść curry

oliwa

1

Buraki spokojnie, w skórkach, skropione oliwą i posypane solą morską, otulone aluminiową folią, piekły się w wysokiej temperaturze. Około godziny. Ale wszystko zależy od ich wielkości. W naczyniu żaroodpornym obok, pokrojona i obrana dynia, pokropiona oliwą, posypana troszkę solą i kawałkami chili, także piecze się do prawie zupełniej miękkości, ale tak aby się nie rozpadała. Potrzebuje znacznie mniej czasu niż buraki. Niech się spokojnie pieką….

Nie miałam zbyt wiele czasu, żeby zobaczyć filmy na WFF. Ale jeden mi się udało. Niesamowity dokument o syberyjskim punk rocku. Zabawny, i straszy. Ze świetną muzyką. Janka Diagilewa

https://www.youtube.com/watch?v=ZYbIl7TOgQc

jak ta sama idea z różnych powodów niezależnie powstaje w odmiennych warunkach i na dwóch końcach świata..

No dobra. W czasie gdy muzyka grała, buraki i dynia się piekły, jarzynowy wywar powstawał. Obrane ze skórki i pokrojone w gruba kostkę buraki można było do niego wrzucić po wyjęciu całej włoszczyzny. I dalej wszystko gotujemy. Po drodze wpada rozgniecione ziarno kardamonu, liść curry i ziele angielskie, czosnek i odrobina soli w razie potrzeby. Do garnka dodatkowo ucieramy na grubej tarce obraną marchewkę. I spokojnie, powoli gotujemy. Wokół niezbyt spokojnie, bo słychać Grażdanską Oboronę

Skończyło się kilka utworów i można już dosypać czerwona fasolę ( uprzednio ugotowaną lub z puszki) i wlać sok z cytryny. Kropla oliwy, ćwiartka marynowanej w oliwie cytryny. Jeszcze z 20 minut. Zupa gotowa, rewolucja w głowie rozpoczęta, a na talerzach jeszcze tylko dodatek z dyni pieczonej ułożonej na wierzchu. I wszystkie smaki się uzupełniają

burak RUS

a jeśli o wschodzie była mowa, dla mnie nie może zabraknąć Armii. Od zawsze w podróży na wschód…

https://www.youtube.com/watch?v=oTsCHftzWB0

Marchewka

marchew

Dziś był naprawdę gówniany dzień. Opisze więc jedyną miłą rzecz, jaka się w dodatku udała. I w tym ponurym dniu była kolorowa.

Musiałam szybko zrobić sobie lunch do pracy. Wieczorem namoczyłam ciecierzycę, ale użyta z puszki też będzie dobra. Ale po kolei:

ok 300-400 g ciecierzycy/grochu włoskiego vel cieciorki

jedna duża marchewka

małe listki młodego szpinaku

ząbek czosnku

kawałek świeżej chilli

cytryna

pół limonki

oliwa, sól

jeden/dwa nasiona kardamonu

2014-10-01 10.18.43

Ugotowaną ( lub gotową z puszki) ciecierzycę wrzucam do pudełka. Włączam Night Marks Electric Trio feat. Archeo pt.: Leki. I powoli trę marchewkę na grubej tarce. Siekam czosnek, kroję chilli. trzy ostatnie składniki wrzucam na rozgrzaną oliwę na kilka minut. tylko się delikatnie, subtelnie i spokojnie blanszują… i na chwilę przed końcem skrapiam sokiem z cytryny… i już! dodaję do ciecierzycy, wrzucam szpinak, polewam pyszną oliwą z pierwszego tłoczenia, wyciskam sok z limonki. Solę. Jak lubię. Jak nie, to nie solę. i włączam

i wychodzę do pracy.

A teraz …

„A teraz zgasimy światło i do rana nie będziemy mieć żadnych zmartwień, a rano, jeżeli nam się zechce, postaramy się o nowe. Dobrze?”

Stanisław Lem

2014-10-01 10.22.46

 

Przetwory z Tworzywem

przetwory pomidory

W sobotę  wreszcie udało mi się dotrzeć na bazar i kupić większą ilość pomidorów. Oczywiście same pomidory to nie wszystko. Ale o tym następnym razem. Od dłuższego czasu chciałam wypróbować przepis Marty Gessler na chutney z pomidorów. A dodatkowo usłyszałam ostatnio kawałek Fisz/Emade – Tworzywo feat. Justyna Święs, zapowiadający nową płytę

W tej sytuacji nie mogłam już przestać Tworzyć. Przetworów. Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła, jednak składniki zasadniczo są takie same:

  • 2 kg pomidorów z małą ilością pestek
  • 0,5 kg jabłek
  • 0,5 litra wina białego wytrawnego
  • 3 czerwone cebule
  • 2 szalotki
  • 3 ząbki czosnku
  • sól morska
  • kilka ziaren kardamonu
  • 3 łyżki ziaren gorczycy
  • kilka ziaren czarnego pieprzu
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • 2 chilli bez nasion
  • kawałek świeżego imbiru
  • 300 g brązowego cukru
  • liść laurowy

I po pierwsze chętnie potupałam nogą w rytm „Pyłu” przy obieraniu ze skórki dwóch kilogramów pomidorów ( pysznych dodam, sprawdziłam w trakcie obierania ;-)), posiekana cebula i szalotka, razem z nimi i drobno pokrojonymi jabłkami ląduje w garnku. Czosnek, chilli i imbir od razu pokrojone na małe kawałki, oraz do całości oczywiście wino. W tym czasie można sobie zrobić zawiniątko w gazie: kardamon, pieprz, ziele i liść laurowy. Wrzucone zaraz potem do reszty składników pozostawi korzenny smak, a nie farfocle i skorupki od nasion. Zagotowane, gaz zmniejszony i 20-30 minut spokoju jest. Można muzykę pogłośnić! A, no po 20 minutach trochę brązowego cukru warto wrzucić. Ja nie lubię słodkich rzeczy, a z warzyw już dużo słodyczy jest – to cukru niewiele dodałam. Przy mieszaniu przez kolejne 30 minut jeszcze trochę pobujały mnie różne waglewskie dźwięki. I prawie zapomniałam wywalić do kosza zawiniątka z korzennymi przyprawami.Bach, i koniecznie jeszcze gorczyca wmieszana w całość przed przełożeniem do słoików. Całość ma być odparowana z płynu, ale nie bardzo gęsta.

przetwory z Tworzywem 1I pyyyyszne to popołudnie z bujającą muzyką i pysznymi Tworzonymi Przetworami. A potem można usiąść, włączyć Mazolewskiego Quintet „Get free” i dokończyć wino…